„Warcraft: Początek” [RECENZJA]

Kiepski film, który wywołuje spore dyskusje, fani są zachwyceni, przeciętni widzowie mogą być zdezorientowani i lekko zawiedzeni, natomiast krytycy są cóż… krytyczni. Generalizuję, jednak tak w skrócie przedstawia się sukces pierwszego filmu kinowego Blizzarda.

Fani filmem Duncana Jonesa są zachwyceni, i tak naprawdę po tych słowach mógłbym już zakończyć recenzję. Cokolwiek pojawi się dalej, będzie tylko atakiem na arcydzieło, które w opinii wielu zasługuje na bezapelacyjne jedenaście punktów na dziesięć i obsypanie nagrodami.

Zakończyć jednak nie mogę, i pomimo że Warcraft: Początek składa się z elementów, które zdecydowanie zasługują na pochwałę, to jako całość niestety nie sprawdza się już tak dobrze. Największą bolączką są emocje. Podczas seansu jesteśmy świadkami rodzącego się uczucia pomiędzy bohaterami, aktu zdrady, podniosłego przemówienia, jest tego trochę, lecz są to puste wydmuszki. Film nie chwyta widza za serce, nie sprawia, że w kluczowych momentach ciarki przechodzą po kręgosłupie, nie buduje napięcia, które przykuwałoby naszą uwagę do ekranu. Kolejne sceny po prostu po sobie następują, tworząc opowieść.

Historia zresztą do skomplikowanych nie należy. Warcraft: Początek powraca do korzeni gatunku fantasy, stawiając na prostotę. Świat Orków został zniszczony. W poszukiwaniu nowego domu, korzystając z magicznego portalu, wdzierają się do krainy Azeroth. Władca, król Llane Wrynn I, postanawia stawić im opór i wypędzić ich ze świata ludzi, tym samym pragnąc uchronić niewinnych mieszkańców przed śmiercią i niewolą, którą niosą ze sobą zielonoskórzy. Tak pokrótce przedstawia się zarys fabularny. Oczywiście w tle tych wydarzeń pojawiają się mniejsze zwroty akcji, jest też magia i sporo krzyżowania mieczy, toporów, młotów i innych narzędzi mordu.

Orkowie przedstawieni w filmie należą do zdecydowanie mocniejszych stron. Prezentują się naprawdę dobrze, wielcy, zieloni i brutalni, jednak posiadający także swój kodeks honorowy. Zróżnicowanie postaci to także atut tej produkcji. Podczas seansu trudno dostrzec dwóch identycznych przedstawicieli tej rasy. Nawet podczas końcowej bitwy, wyglądają oni realistycznie i różnorodnie. Podobnie zresztą sprawa ma się w przypadku kostiumów ludzi: miecze czy zbroje zostały wykonanie z dbałością o szczegóły, a wszystko to w zestawieniu z efektami komputerowymi na najwyższym poziomie zapewnia wizualnie znakomite widowisko.

Oprawa wizualna to jednak nie wszystko, zwłaszcza w czasach, gdy animacją na równie wysokim poziomie może pochwalić się wiele innych filmów. Warcraft: Początek to także, a może przede wszystkim, słaba gra aktorska. Nie licząc postaci Garony (Paula Patton) aktorzy nie bardzo zdają się identyfikować z odgrywanymi postaciami. Ludzcy bohaterowie zostali okradzeni z jakiejkolwiek tożsamości, nie sposób wczuć się, zrozumieć ich. Mamy króla Llana (Dominic Cooper), który po prostu jest i co jakiś czas to wyda rozkaz, to wsiądzie na konia. Niestety ten zarzut dotyczy się wszystkich postaci ludzkich, są one nijakie. Dodam, że reżyser zdecydował się na zabieg przenoszenia ciężaru historii z jednej postaci na drugą, co także negatywnie wpływa na ich relacje z widzami. 

Całości nie pomaga brak znanych aktorów w obsadzie. Jedyne nazwisko które widz może kojarzyć, to Ben Foster (wciela się w Medivha): zgodzę się, że gwiazdorska obsada nie jest wymogiem, czy elementem, bez którego film nie ma prawa odnieść sukcesu. Jednak przy tak dużej produkcji warto, by aktor wcielający się w daną postać żył nią, urzeczywistnił ją na oczach widzów. Tutaj niestety tego zabrakło.

Wreszcie Warcraft: Początek to film dla fanów uniwersum, którzy je znają i rozumieją. Pod prostą historią kryje się naprawdę złożony świat, którego nie sposób przedstawić w dwugodzinnym widowisku. Sprawia to, że film staje się niezrozumiały, możemy się domyślać, czerpać z innych źródeł, jednak ogrom informacji, jaki atakuje nas z ekranu, przedstawia się jako niezrozumiały bełkot. Obok wojny i potyczki ludzi z orkami mamy inne rasy, które nie zostają nam przedstawione, jednak wciąż są prezentowane widzowi, pojawiają się magiczne stworzenia, nazwy i korelacje, których nie sposób pojąć. I tam gdzie fan uśmiechnie się odwołując do wspaniałych chwil, które spędził nad grą, osoby niezaznajomione z Warcraftem będą zachodzić w głowę, co to się właściwie dzieje. Dobrym przykładem może być magia spaczenia, wspominanie nagle o demonach i podniebnym mieście magów. Pojawia się wiele pytań, jednak znikąd odpowiedzi.

Wydarzenia w filmie rozgrywają się w uniwersum, które kochają miliony, i pomimo że to historia znana z pierwszej części klasycznej już strategii: WarCraft: Orcs & Humans, to jednak produkcja zdaje się być bardziej związana z cieszącym się wciąż sporą popularnością: World of Warcraft. Obraz, nie ma co się oszukiwać, z założenia miał bazować na fenomenie gier i oddanej rzeszy fanów. Miłośnicy gry zapewne już dawno go widzieli, i to nie do nich skierowana jest powyższa recenzja. Oni znajdą w Warcraft: Początek dokładnie to, czego oczekiwali, a wszelkie niedociągnięcia, o których pisałem powyżej zwyczajnie bledną, stają się transparentne.

Film, nawet jeśli ogląda się lekko i momentami przyjemnie, to ma problemy, które miejmy nadzieję, zostaną przez twórców dostrzeżone i nie pojawią się już w kolejnych częściach – choć sam w to nie wierzę. Natomiast kontynuacje ukarzą się na pewno, po sukcesie Warcraft: Początek nie zdziwiłbym się, gdyby już trwały prace nad sequelem, zwłaszcza, że film sam w sobie stanowi preludium do bardziej złożonej historii.

Czy warto wybrać się na Warcrafta, przekonać się, czy faktycznie ten świat ma aż tyle do zaoferowania, poznać bliżej fenomen, który zawładnął sercami milionów graczy na świecie, musicie już zdecydować sami.

P.S.

Na zakończenie dorzucę jeszcze słów kilka o podejściu do filmu w internecie. Przed napisaniem recenzji zapoznałem się z wieloma opiniami na temat Warcraft: Początek. W większości przypadków zachwalały film pod niebiosa, a wszelką krytykę, czy porównania do Władcy Pierścieni atakowały, czy po prostu wyśmiewały. Należy pamiętać, że nie można unikać porównania do innych filmów z gatunku, a choćby Powrót Króla Petera Jacksona został zrealizowany na poziomie nieosiągalnym dla filmu Duncana Jonesa.

Ostatnia sprawa to znajomość uniwersum i klasyki, jaką są pierwsze gry z serii Warcraft. Twórcy nie mogą tego wymagać ani od recenzenta, ani już tym bardziej od widza. Warcraft: Początek jako produkt gotowy powinien potrafić sam się obronić. Dobry przykładem są tak popularne filmy o superbohaterach, które pomimo że mogą pochwalić się bogatym uniwersum, stanowią spójną i łatwą w przyswojeniu całość. Nie trzeba znać komiksów, by móc je zrozumieć i dobrze się przy nich bawić.

Autor | Patryk Wolny

Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina