Warhammer 40 000 Dawn of War III [RECENZJA]

Wojna podobno się nie zmienia. Jestem odrobinę odmiennego zdania, kiedy przyglądam się temu, jak seria Dawn of War zmienia się z każdą odsłoną.

Część pierwsza była pełnokrwistym RTS-em z budowaniem baz, zbieraniem zasobów oraz szerokim wachlarzem dostępnych armii (więcej na ten temat TUTAJ), dwójka w kampanii dla pojedynczego gracza schyliła się w kierunku RPG-a, kontynuując historię przedstawioną w podstawce jedynki (o Dawn of War II przeczytacie więcej w najbliższy czwartek). Co zatem przynosi część trzecia? Przede wszystkim każdy na nią czekał, tupał nogami, oczekiwał powrotu jedynki. Sami Twórcy z Relic zapowiadali powrót do korzeni, obiecali powrót do budowania baz oraz bardziej RTS-ową rozgrywkę. Czy się udało? Otóż… i tak, i nie.

RTS, MOBA, Relic, Sega, Warhammer 40 000, DAwn of war 3, Dawn of War III,

Zatem, nadal zbieramy dwa zasoby – rekwizycję oraz energię. Te napływają ze zdobytych punktów strategicznych, które mogą zapewniać tylko jeden lub oba środki potrzebne do rozbudowy i rekrutacji armii. Budujemy znowu bazy (w DoW II w multi do rekrutowania jednostek służył jeden budynek, w którym za pomocą ulepszeń odblokowuje się kolejne). Nowością na pewno jest trzeci zasób wprowadzony przez twórców. Są to punkty elitarne, pozwalające na sprowadzenie na pole bitwy jednostek elitarnych. Są to przede wszystkim dowódcy poszczególnych frakcji jak Gabriel Angelos czy arcyprorokini Macha, ale również ogromne machiny jak eldarski Władca Upiorów czy Imperialny Rycerz u Kosmicznych Marines. Elity są jednostkami, które potrafią zmienić bieg całej rozgrywki, ponadto zdobywają one doświadczenie, by po osiąganiu kolejnych poziomów odblokowywać nowe doktryny. Jest to kolejne novum, otóż na jedną jednostkę elitarną można wybrać jedną z odblokowanych doktryn, te z kolei sprawiają, że jedna z naszych jednostek otrzymuje zupełnie nową umiejętność, lub daje bierny bonus dla danego typu jednostek lub całej armii. Największa nowość to jednak tryb multiplayer. Nie przeniesiono do trójki trybu Last Man Standing z dwójki, który ratował jej i tak opustoszałe serwery, mamy z kolei tryb będący mixem standardowej potyczki oraz… MOBY. Bo owszem, rozbudowujemy tu bazę, rekrutujemy jednostki, w tym te elitarne, a na końcu niszczymy… no właśnie. Aby wygrać w multi należy rozłożyć na części pierwsze trzy budowle drużyny przeciwnika. Jest to generator tarcz, wieżyczka i główny rdzeń jego obozu. Tu kończą się podobieństwa z MOBĄ, które w pewien sposób sprawiają, że rozgrywka staje się bardziej dynamiczna, z drugiej sprawia, że rekrutowanie jednostek ogranicza się do stworzenia mięsa armatniego dla elit.

RTS, MOBA, Relic, Sega, Warhammer 40 000, DAwn of war 3, Dawn of War III,

Z mięsem zresztą sprawa wygląda tak, że DoW 3 został całkowicie wyrugany z systemu osłon znanego z poprzednich części. Istnieje tutaj coś takiego jak osłona, którą należy przejąć i która dysponuje swoimi punktami życia, które spadają pod ostrzałem wroga w pierwszej kolejności – zamiast wojsk gracza. Poza tym pełni ona raczej formę ochrony przed zbyt szybkim atakiem ze strony wroga w multi niż kwintesencję rozgrywki w dwójce, gdzie armia przemieszczała się od osłony, do osłony. W siermiężny sposób rozwiązano też zarządzanie większą armią, bo owszem mamy pasek wyświetlający wszystkie jednostki do niej wcielone na dole ekranu, jednak nie zmienia to faktu, że interfejs przy prowadzeniu sporej liczby jednostek traci na czytelności, co utrudnia sprawne uzupełnianie strat oraz używanie umiejętności specjalnych poszczególnych członków armii. Trójka oferuje przejęcie kontroli nad trzema frakcjami (miejmy nadzieję, że dosyć szybko ukażą się dodatki z kolejnymi), które oferują zróżnicowane armie. Kampania dla pojedynczego gracza to nic poza samouczkiem do posługiwania się kolejnymi jednostkami z naciskiem na wyuczenie gracza do sprawnego używania ich w multi. Owszem, mamy tutaj historię, która zakorzenia się nawet w pierwszej części serii jeśli chodzi o przedstawione postacie, mamy planetę, na której lądują Kosmiczni Marines, Orkowie oraz Eldarzy by zdobyć starożytną broń. Tyle, że coś takiego już było. Z inną bronią i inną liczbą frakcji. Kampania w DoW 3 poprowadzona jest podobnie jak ta z pierwszego dodatku do jedynki – Winter Assault. Co za tym idzie? Ano to, że kończąc jedną misję daną frakcją kolejną rozgrywasz inną. Sprawia to, że do żadnej zbytnio nie da się przywiązać, ani tym bardziej zrozumieć pobudek nimi kierujących. Sama historia jest w dobry sposób wpleciona w poprzednie części serii, jednak jest po pierwsze krótka, po drugie poszatkowana.

RTS, MOBA, Relic, Sega, Warhammer 40 000, DAwn of war 3, Dawn of War III,

Graficznie Wszystkie gry z serii wyglądają świetnie i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to animacja ruchu Kosmicznych Marines, biegną oni bowiem tak przaśnie przestępując z jednej nogi na drugą, iż człowiek ma wrażenie, że nie dźwigają na sobie ciężkiego pancerza oraz równie ciężkiej broni. Warstwa muzyczna też jest ok, chociaż to, co wydobywa się z głośników po zakończeniu misji brzmi tak, jakbym odpalał coś wypuszczonego na rynek dobre 15 – 20 lat temu. Nie sprawia to jednak, że gra się źle. Dawn of War nie jest słabą grą, jest za to odrobinę średnim Dawn of Warem, w którym znowu twórcy próbują wprowadzić wiele zmian unowocześniających rozgrywkę zamiast dać starym wyjadaczom zwykłego, nieudziwnianego RTS-a. Nowy Świt Wojny przypadnie do gustu sympatykom wszelakich gier pokroju Doty czy LoL-a, bo za kolejne rozgrywki zdobywa się wewnętrzną walutę gry, za którą odblokowuje się kolejne jednostki elitarne. Sam przyznam, że w multi na pewno spędzę trochę czasu, jednak nie każdemu spodoba się taki sposób rozgrywki.


Ocena: 7,5/10

Plusy:

  • zachowany klimat
  • grafika
  • fabula ściśle nawiązująca do poprzedniczek
  • jednostki elitarne
  • muzyka…

Minusy:

  • … no chyba, że chodzi o tę, która gra po ukończeniu misji
  • sposób poprowadzenia kampanii
  • nie wszystkie zmiany spodobają się sympatykom gatunku

Autor: Patryk Rudnicki