„Wesele” [WYWIAD ZBIOROWY]

O spektaklu dyplomowym „Wesele” w reż. Moniki Strzępki opowiadają studenci IV roku Wydziału Aktorskiego PWST we Wrocławiu.

*

SABINA MISAKIEWICZ: – Spotykamy się tuż przed premierą waszego trzeciego dyplomu. Będzie to „Wesele” Wyspiańskiego. Skąd pomysł, żeby to był dramat klasyczny? Jest mnóstwo współczesnych dramatów, które mają równie mocny przekaz. A „Wesele” jest osadzone, mówiąc w cudzysłowie, w trochę zamierzchłych dla dzisiejszego dwudziestolatka czasach.

PIOTR WĄTROBA: – Generalnie chwilę nam zajęło to zanim znaleźliśmy jakiś dramat, który chcielibyśmy zrealizować. Padały różne propozycje zanim zdecydowaliśmy, że to będzie „Wesele” właśnie. Czytaliśmy i „Czarownice z Salem” i Szekspira. Ostatecznie wybraliśmy „Wesele” i wydaje mi się, że to jest jednak ciekawe, żeby próbować doszukać się jakichś współczesnych odniesień w dramacie. Co zresztą uważam udało się, ponieważ w trakcie pracy nad nim dochodziło do nas jak tak naprawdę niewiele się zmieniło. Fakt, że Wyspiański pisał o czymś innym, ale naprawdę żyjemy w takich czasach, kiedy te odniesienia możemy znaleźć.

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Dopowiem jeszcze, że chodziło też głównie o to, żebyśmy zmierzyli się z klasyką. Monika (Strzępka – dop. red.) jest reżyserką, która ma świetny słuch, jeśli chodzi o mówienie wierszem. Poprzednie nasze dwa dyplomy są współczesnymi sztukami. I Monika i my mieliśmy taką chętkę by był to tekst klasyczny, a Wyspiański dawał nam największe możliwości obsadowe i też jakieś takie problematyczne, w sensie problemowe do poruszenia.

WOJCIECH MARCINKOWSKI: – To jest pierwszy nasz dyplom, w którym gra zdecydowanie większa część roku. Mogliśmy się wszyscy spotkać na scenie, co nie zdarzyło nam się przez praktycznie całe trzy lata nauki w tej szkole.

EWELINA PANKOWSKA: – Poza fuksówką…

WOJCIECH MARCINKOWSKI: – …czyli samym początkiem.

KACPER SASIN: – No właśnie. Ja się pod tym podpisuję. Ale nie nazwałbym tamtych czasów, w których powstał dramat, zamierzchłymi, bo przez te sto lat kondycja społeczeństwa, bo o tym też jest „Wesele”, nie zmieniła się tak bardzo, by nie móc tego wystawiać nawet przez dwudziestolatków.

SABINA MISAKIEWICZ: – To teraz trochę z innej beczki. Jaki mieliście wpływ na wybór reżysera?

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Duży. Akurat w naszym przypadku. Bo myśmy sobie Monikę wychodzili. Marzyliśmy o niej, od kiedy byliśmy na pierwszym roku i systematycznie dążyliśmy do tego i się udało.

EWELINA PANKOWSKA: – Mieliśmy trochę utartą drogę, bo nasi koledzy starsi robili dyplom z Moniką, więc mieliśmy więcej okazji, żeby ja spotkać gdzieś w szkole. Wystarczyło dużo naszej chęci i dobrych okoliczności składających się na to, że Monika miała na to czas.

SABINA MISAKIEWICZ: – Czyli to w pełni wasza inicjatywa, wasz świadomy wybór?

KACPER SASIN: – Cały proces wyglądał tak, że najpierw dyskutowaliśmy, wybieraliśmy kilka nazwisk, z którymi chcielibyśmy bardzo pracować. Kontaktujemy się w pierwszej kolejności z reżyserami, a później odbywa się to na innej płaszczyźnie, czyli szkoła – reżyserzy.

SABINA MISAKIEWICZ: – A jak wam się pracuje i jak długo już pracujecie?

KRYSTIAN DURMAN: – Raczej jak krótko pracujemy…

SABINA MISAKIEWICZ: – No to jak krótko pracujecie?

KRYSTIAN DURMAN: – Próby były przerywane z racji tego, że Monika…

SABINA MISAKIEWCZ: – …miała Koncert Galowy na PPA…

KRYSTIAN DURMAN – …tak, właśnie tak. Nie widzieliśmy się tydzień, ale to nie znaczy, że sami przez ten tydzień nie pracowaliśmy. Zasuwaliśmy bardzo dużo. I tak naprawdę te próby zaczynały się od prób czytanych stolikowych. Skupialiśmy się bardzo na słowie, bo na słowie Monika bardzo się skupia, żeby to słowo wybrzmiało. Próbowaliśmy taka granicę przejść pomiędzy wierszem a mówieniem potocznym. Staraliśmy się też w pracy z Moniką, żeby ten wiersz brzmiał bardzo potocznie, normalnie. I próby jak próby… przeszliśmy z nich do przestrzeni prób na dużej scenie, powoli gdzieś tam tworzyła się w naszych głowach i rozmowach scenografia, bo też wszyscy, cały rok zajmował się scenografią i kostiumami. No i efekty za chwilę.

WOJCIECH MARCINKOWSKI: – Chciałem jeszcze powiedzieć, że dosyć długo zajęło nam też wybieranie odpowiedniego tekstu z „Wesela”, bo około dwóch tygodni. Poza tym była też taka sytuacja, że w tym dyplomie nie mieliśmy się znaleźć wszyscy… A miałem o tym nie mówić?

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Cśiii…

WOJTEK MARCINKOWSKI: – A czemu nie??? Przecież jednak się udało.

PIOTR WĄTROBA: – No, to ja chciałem jeszcze coś dopowiedzieć odnośnie pracy z Moniką. Wygląda ona tak, że Monika ma przynajmniej siedemdziesiąt wizji na tę konkretną, jedną scenę. I tak naprawdę dopiero teraz ten spektakl albo przyjął albo przyjmuje taki końcowy swój obraz. Natomiast, też chodziło o to żeby złamać całkowicie ten język klasyczny. To był właściwie największy problem, że nie tematyka samego „Wesela”, ale trochę archaiczny już język, który trzeba było nawet na siłę momentami przenosić na współczesne realia.

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – A jednocześnie dbać o melodykę, bo to jest jednak wiersz prawda?

KACPER SASIN: – Tak, i uważać żeby nie przenieść tego na współczesna formę w takim sensie stricte, żeby zachować zasady mówienia wierszem, zachować nomenklaturę, którą posługują się bohaterowie tego dramatu, a jednak wprowadzić w to jednak siebie. I stąd też podział tych prób, że część stolikowa była dość znaczna. Wprawdzie nie mam takiego doświadczenia, ale myślę, że przy pracy z klasyką są one dość znaczne, bo żeby doczytać się w tym dramacie i przebić się przez te wszystkie archaizmy przerzucić je na swój język, to jest to szalenie istotne.

MONIKA JANIK: – Myślę, że też warto powiedzieć, że Monika Strzępka ma świetny słuch, jeśli chodzi o wiersz i mnóstwo czasu spędziliśmy też na ćwiczeniu akcentów i bardzo często sceny i próby są przerywane właśnie tym, że źle akcentujemy wiersz. Może nie był to dla nas wielki problem, ale mimo wszystko był.

KRYSTIAN DURMAN: – A próby były bardzo często przerywane, bo Monika jest reżyserką, która bardzo się angażuje, jest fenomenalna aktorką. Co najważniejsze i za co też ja ją podziwiam, to jest fakt, że rzeczywiście potrafi mieć w głowie te kilkanaście postaci, a my pracujemy nad kilkoma, a co niektórzy nad jedna dużą rolą. I to jest ciekawe, że Monika te wszystkie nasze stany i całą logikę mówienia wierszem ma na „pstryk”. To, czego chciała nas nauczyć i co ja wyciągnąłem z pracy z nią, co jest dla mnie najważniejsze, bo tego oczekuje Monika, czyli elastyczności od aktora. Nie fiksowania na dobre, tylko zmian. Stąd też mnóstwo propozycji, zmiany z dnia na dzień. Zmiany rano, a wieczorem gramy już, co innego, tak, że aktor musi wskakiwać w temat w emocje i w słowo, w coś, co Monika bardzo mocno proponuje i jest ważne to tu i teraz. I jest w tym skubana bardzo dobra.

WOJCIECH MARCINKOWSKI: – Bardzo często nas zawstydzała swoimi umiejętnościami.

MAŁGORZATA SANIAK: – Dodam jeszcze, że tak mówimy o tym akcencie, o wierszu, ale też to, czego Monika chciała nas nauczyć i co jej się udało, to to, żeby ten wiersz jednak w naszych ustach nie był czymś obcym, żeby to brzmiało naturalnie,

SABINA MISAKIEWICZ: – Żeby było to zwyczajnie prawdziwe…

MAŁGORZATA SANIAK: -…tak, żeby nie było sztuczne i były zachowane wszystkie zasady a jednocześnie by było to nasze, nawet współczesne.

MONIKA JANIK: – Myślę, że takim dowodem na to że trochę jej się udało nauczyć nas mówić wierszem jest fakt, że jak wychodzimy z prób, to sami mówimy do siebie wierszem. Nie jesteśmy w stanie od tego uciec. Wychodzimy na papierosa gadamy do siebie ośmiozgłoskowcem.

WOJCIECH MARCINKOWSKI: – I jeszcze potrafimy powiedzieć logicznie i wyraźnie zdania komunikując się scenie, które mogłyby trafić do książki z wprawkami dykcyjnymi, ponieważ ten archaiczny język jest dosyć trudny. Dla przykładu koleżanka może powiedzieć jedno zdanie.

SABINA MISAKIEWICZ: – Nie daj się prosić.

MONIKA JANIK : – Nie, no może nie. Ale powiem tylko, że do tego dochodzi jeszcze gwara ludowa, która też jest niezwykle trudna. Czyli na przykład: „Pódź ześ selmo, jakiś drab bedzie mi tu grodził wniść, ześ se wraził w rekę zyrć, kces kim rządzić, taki cap.”

KACPER SASIN: – W skrócie chodzi o to, że „idź stąd, idźmy się napić, w ogóle chodźmy stąd”.

SABINA MISAKIEWICZ: – Myślę, że na tym skończymy…dziękuję. (śmiech). A Tak na poważnie, to jesteście zadowoleni z tego, w jakich rolach zostaliście obsadzeni? Bo czasem jest tak, że aktorzy marzą o jakiejś roli, na przykład dużej roli w „Weselu”?

KATARZYNA BERNAŚ: – Myślę, że nawet, jeśli na początku pracy nie byliśmy przekonani do swoich postaci, to w trakcie pracy Monika…

SABINA MISAKIEWICZ: -…was przekonała

KATARZYNA BERNAŚ: – Tak, zdecydowanie, i myślę, że każdy odnalazł siebie w tym, co dostał i może też trochę pokochał.

MAŁGORATA SANIAK: – Wiadomo, że kiedy myślimy „Wesele” to kojarzy nam się Rachela, Poeta i każdy gdzieś ma w głowie, że może któraś z tych postaci będzie dla niego akurat, ale myślę, że Monika zrobiła coś takiego, że każda z tych postaci tutaj jest właściwie niezbędna, a jeżeli ktoś miał mniejsza rolę, bo kobiety w pewien sposób maja jednak mniej oprócz Rachel i Panny Młodej, to dostały Widma, które są bardzo istotną, jak nie najważniejszą częścią.

KACPER SASIN: – Uwaga spoiler!

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Ale też wydaje mi się, że to, co Monika zrobiła w poprzednim dyplomie i też w naszym „Weselu”, to jakby rozumie formę dyplomu. Że to jest sprawa całego roku, czy całej grupy i idealnie potrafi wydobyć wspólnotę i zespołowość tego spektaklu, że żadna postać bez siebie nie działa, że wszystko jest współzależne. I w związku z tym my też między sobą nie mamy pretensji, że ty masz więcej do grania a ja mam mniej.

SABINA MISAKIEWICZ: – Wszyscy gracie do jednej bramki.

NATALIA ŁĄGIEWCZYK: – Tak, jesteśmy razem na scenie i każdy ma możliwość przeprowadzenia swojego tematu.

KRYSTIAN DURMAN: – Aczkolwiek księdza bym się w życiu nie spodziewał (śmiech).

SABINA MISAKIEWICZ: – To teraz pytanie do pani reżyser. Moniko, nie wiem czy twoi aktorzy opowiedzieli mi o wszystkim, sądząc po ich „uśmieszkach”, to coś chyba chcieli jednak ukryć, więc może ty zdradzisz mi czy jest jakaś tajemnica tego waszego „Wesela” i gdzie ona tkwi?

MONIKA STRZĘPKA: – Jaka tajemnica? Nie ma żadnych tajemnic.

SABINA MISAKIEWICZ: – No i czar prysł.

MONIKA STRZĘPKA: – Jest to po bożemu zrobione przedstawienie, po myśli autora. No naprawdę, tu nie ma żadnych tajemnic. Ja nie operuję w takich kategoriach.

SABINA MISAKIEWICZ: – To w takim razie powiedz mi na koniec, w jaki sposób chciałabyś zachęcić widzów, żeby przyszli i po bożemu to przedstawienie odebrali. No i wyszli z jakimiś emocjami, refleksjami.

MONIKA STRZĘPKA: – Jest za darmo i jest to lektura, nie będą musieli czytać.

 

 

Zdjęcie | Wrocławska Szkoła Fotografii Afa Pho-bos

 

Zdjęcie | Wrocławska Szkoła Fotografii Afa Pho-bos