W tym roku po raz pierwszy nie uległam presji. Niczego nie musiałam. Nie spinałam się. W przedświątecznym szaleństwie odpuściłam prześciganie się na wierszyki i rymowanki. Spokoju potrzebowałam. Wysłałam więc kilka prawdziwych życzeń. Kilku osobom powiedziałam parę miłych słów.  Świąteczny nastrój, to przecież coś więcej niż esemes z wierszykiem.  

 

„Mikołaja bogatego, śniegu bielutkiego, choinki pachnącej i gwiazdki błyszczącej. Minimum stresu, maksimum miłości i tyle radości ile karp ma ości”. Zaczęło się. Łańcuszkowy szał sypnął się niczym świeży śnieg. Wyłączyłam dźwięk. Przestałam sprawdzać. Niby to miłe, bo jednak ktoś pamięta. Ale czuć w tym, jakiś szwindel. Taki mały, ciut, ciut… Bo przecież nikt nie pozna, że ktoś skorzystał z opcji „ślij do wielu”. Ważne, że życzenia zostały odhaczone. I niby rozumiem brak czasu, zabieganie i całe mnóstwo rzeczy ważnych na głowach. A to karp jeszcze nieukarpiowany na półmisku, a  to mak nie zmielony… Ale chyba wolę zupełną ciszę niż mącenie jej jakimś dźwiękiem, który nie trafił w punkt. Może to ja mam niedzisiejsze podejście do świata? Może powinnam, jak inni wysyłać wiadomości tej samej treści do wszystkich znajomych z fejsbuka i listy kontaktów w telefonie? Nie.., to nie ja. Być może pominęłam kogoś w swojej świątecznej życzeniowej liście, jednak w tym roku potrzebowałam więcej niż zwykle rodzinnego spokoju. Spędzam pierwsze od dawna święta w gronie najbliższych mi osób i nie chcę, by choć odrobina z tej atmosfery ominęła mnie. Nie z powodu dzwoniącego telefonu. Nie z powodu czytania czy wysyłania rymowanek, które nic nie znaczą. Nie niosą za sobą żadnego pokładu szczerości, ciepła. Ciepło i szczerość mam tutaj. W domu. W oczach rodziny. W uśmiechach dzieci. Tak zwyczajnie. I właśnie wspólnie z rodziną zastanawialiśmy się ile osób wysyła życzenia, które znaczą więcej niż rym częstochowski znaleziony w Internecie?

Od kiedy świąteczne łańcuszki weszły w modę minęło trochę czasu, a ja z roku na rok jestem pewniejsza, że ta moda powinna była nigdy nie nastać. Jeśli już nastała, to powinna przeminąć. Bo wraz z jej nastaniem umarło coś, co miało rzeczywistą wartość. Sami powiedzcie, ileż cenniejsze są zwykłe dwa słowa „Wesołych Świąt” napisane szczerze czy szczerze wypowiedziane w głośnik telefonu. O ileż bardziej wzrusza płynąca z wnętrza czasem nieskładna treść: „No wiesz, czego ja Ci życzę”. Tak wiem. To właśnie cenię bardziej niż wymyślne zlepki pustych słów. I sama sobie odpowiadam, na pytanie ukryte gdzieś między wersami, że chyba nie tego chcieliśmy wchodząc w dorosłe życie. Prawda?

Życzę więc Wam wszystkim Kochani spokoju. Zatrzymania się na moment i dostrzeżenia rzeczy, które na co dzień umykają Waszej uwadze. Życzę też, abyście nie stracili wiary w drugiego człowieka. Bo to człowiek i wiara dają sens naszemu życiu.

 

Autor: Sabina Misakiewicz