WKK Wrocław obroniło własną twierdzę i nie doznało w tym roku ani jednej porażki przed własną publicznością. W ostatniej kolejce przed przerwą świąteczną, zawodnicy Tomasz Niedbalskiego pokonali GKS Tychy 74:67 .

Starcie z GKS-em Tychy było dla wrocławian ostatnim meczem w tym roku. Do tej pory pozostawali niepokonani we własnej hali, a mecz z tyszanami był szansą, aby obronić twierdzę Wrocław.

Wyrównana walka

Od początku spotkania goście postawili twarde warunki, a gra była bardzo wyrównana. GKS skutecznie punktował zza łuku, jednak WKK nie pozostawało dłużne i również dobrze rzucało za trzy. Tempo akcji było bardzo szybkie, a wynik oscylował wokół remisu (11:11). Wśród gospodarzy dobrze prezentował się Bartosz Ciechociński. Z czasem tyszanie nabrali wiatru w żagle, zdominowali rywala i zmuszali go do błędów w defensywie. Pod koniec kwarty wrocławianie poprawili grę w ataku, ale po pierwszej części prowadzili zaledwie puntem (17:16).

W drugiej partii gra dalej była wyrównana (22:21). Żaden z zespołów nie odpuszczał, zawodnicy walczyli szczególnie na desce. Rywalizację tę częściej wygrywali koszykarze Tomasza Niedbalskiego, który zaczęli budować sobie przewagę (27:21). GKS nie odpuszczał jednak, a dzięki dobrej obronie, doprowadził do remisu (27:27). Wrocławianie przez ponad cztery minuty nie mogli zdobyć punktów z gry. Mieli również problemy w obronie, bowiem rywale bez większych problemów dochodzili do czystych pozycji. Po pierwszej połowie oba zespoły miały na swoim koncie tyle samo punktów (34:34).

Twierdza Wrocław

Trzecią kwartę celną trójką otworzył Jakub Koelner. Michał Jankowski odpowiedział tym samym, a tablica wyników wciąż wskazywała remis. Oba zespoły miały problemy ze skutecznością, a w grę wkradł się chaos. Gra była niezwykle wyrównana, drużyny zdobywały kosz za koszem (44:44). Goście  często faulowali i już w 6. minucie mieli na swoim koncie pięć przewinień. Dobrze tego dnia prezentował się także Damian Pieloch, który skutecznie punktował zza łuku. Przed ostatnią częścią wrocławianie prowadzili zaledwie trzema oczkami (52:49).

Ostatnia kwarta zaczęła się od strzeleckiej niemocy obu drużyn, którą akcją 2+1 przerwał Michał Jędrzejewski. Później Patoka dołożył trójkę, dlatego trener gości poprosił o czas (49:57). Tyszanie musieli gonić wynik, przez co grali bardziej agresywnie. WKK utrzymywało za to kilku punktową przewagę (59:51). Dzięki dobrej grze w obronie i skutecznym rzutom, gospodarze prowadzili cały czas. Trzy minuty przed ostatnim gwizdkiem goście zaczęli naciskać mocniej (68:60). Wrocławianie wytrzymali jednak nerwową końcówkę i pewnie wygrali 74:67.


WKK Wrocław – GKS Tychy 74:67 (17:16; 17:18; 18:15; 22:18)

WKK Wrocław: Patoka 19, Koelner 13, Ciechociński 12, Jędrzejewski 12, Pieloch 8, Rutkowski 7, Malona 2, Fiediukiewicz 0, Matusiak 0,  Uberna 0, Kroczak 0, Józefiak 0.

GKS Tychy: Szymczak 15, Jankowski 14, Wieloch 12, Zmarlak 11, Kulon 9, Maj 4,  Krakowczyk 2, Fenrych 0, Majka 0, Bogdanowicz 0.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Weronika Marek / WKK Wrocław