Wojciech Brzeziński: To się może zdarzyć

Wojciecha Brzezińskiego w najnowszej produkcji Teatru Capitol – „Trzech Muszkieterach” zobaczymy w roli księcia Buckingham. Rozmawiała z nim Sabina Misakiewicz.

[wywiad zawiera fragmenty zdradzające przebieg przedstawienia]

Na stałe jesteś związany z Teatrem Ateneum w Warszawie, Capitol to dla Ciebie…

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – Spełnienie marzenia. Do teatru przyjechałem zobaczyć „Piotra Riviere”. Poprosiła mnie o to reżyser Agata Duda-Gracz, gdy pracowaliśmy w Teatrze Ateneum nad „Mary Stuart”. Zobaczyłem to miejsce po latach, zespół, spektakl i wtedy sobie pomyślałem, że skoro w moim teatrze są spektakle, w których śpiewam, to dlaczego nie mam śpiewać w jednym z najlepszych teatrów muzycznych. Wypowiedziałem to głośno „przy nasypie” w styczniu i kilka miesięcy później zadzwonił do mnie reżyser Konrad Imiela, to jest przedziwne, i zapytał czy bym nie przyjechał tutaj zrobić Buckinghama w „Muszkieterech”. Świat jest niesamowity, jeśli się wypowiada coś głośno z pasją, emocją i wielką chęcią – to się może zdarzyć. To niebywałe.

Buckingam to rola, którą będziesz grał na zmianę z Marcinem Januszkiewiczem. Jak do tego tematu podeszliście? Obaj mieliście jakieś pomysły i szukaliście środka?

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – Pierwszy raz w życiu robię coś w Capitolu. Pierwszy raz w życiu robię coś w dublurze. Nigdy tego nie robiłem i miałem dużo obaw. Spotkanie z Marcinem jest fantastycznym spotkaniem, bo z żadnej strony nie ma rywalizacji. Obserwujemy się nawzajem, podrzucamy sobie pomysły, kradniemy co lepsze kawałki i wkładamy w swoją scenę. I właściwie to znajdujemy jeden wspólny ruch, klimat Buckinghama biorąc coś z każdego z nas, to co się sprawdza. Pierwszy raz to robię, wolę nie robić dublur, to nie ma w ogóle dwóch zdań, ale jest to ciekawe doświadczenie. Mogę trochę oglądać siebie na scenie, widzieć, co się udaje, co się nie udaje. Co jest energetyczne, co przechodzi przez rampę, co nie przechodzi i jakoś to oddzielać. Te fajne rzeczy od złych. W ten sposób budować rolę. To jest ciekawe. Doświadczenie z Marcinem uważam za udane.

A co byś powiedział o księciu Buckingham, jaki to jest typ człowieka?

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – Z Konradem Imielą spędzili ileś godzin na rozmowach na ten temat. W tej adaptacji każde pojawienie się mojego bohatera łączy się z kobietami. Więc ewidentnie jest to kobieciarz, ale najważniejszą osobą dla niego jest oczywiście Anna Austriaczka, królowa Francji. Zdradzę, że w spektaklu widzimy się tylko raz, na początku i to jest wszystko. Podczas jednej z rozmów z Konradem zapytałem, czy ta pierwsza scena Buckinghama i ostatnia, właściwie końcówka ostatniej sceny, czy to nie powinno być trochę w klimacie Tristana i Izoldy. Czy nie powinno być romantyczne? Z takim dobrze rozumianym patosem , ymm, to jest kurcze złe słowo…

…miłości…

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – … o! To jest miłość, to niespełniona miłość, największa miłość, jaka może istnieć, tak właśnie ikonowa jak miłość Tristana i Izoldy. Stąd dodaliśmy też kilka tekstów w scenie, gdy się żegnają, kiedy Anna daje mu naszyjnik i mówi: tylko w ten sposób mogę być przy tobie, a on mówi, żegnaj i już się nie spotkają. To jest trochę jak pożegnanie Izoldy i Tristana, kiedy ona mu daje pierścień z zielonym jaspisem. Pamiętam to dobrze, bo grałem kiedyś Tristana. To jest właśnie ta romantyczność, ta wzniosłość, ta miłość wielka. Bardzo chcę, żeby to wyszło, żeby było odbiciem do kolejnych spotkań z innymi kobietami, które są już wynikiem tego rozstania. I później on jest trochę takim kamikadze. Już nieważne, co się będzie działo, bo to nie ma znaczenia. Dlatego w każdych kolejnych scenach najważniejszą sprawą jest szkatuła z brylantami. Czy to się przenosi? Uważam, że tak. Słowa: miłość jest silniejsza niż śmierć, to taki trochę light motive Tristana czyli Buckinghama i myślę, że one też robią coś dobrego tej postaci. To jest bardzo mała postać, epizodyczna w tym przedstawieniu, ale myślę, że ważna.

Czy już są nerwy przed kontaktem z widzami?

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – Są fajne emocje. Wierzę, że publiczność dostanie fantastyczną strawę teatralną, emocjonalną, wizualną, muzyczną. Myślę, że będzie to bardzo fajne przedstawienie. Będzie grane latami i wszyscy będą zachwyceni, i osoby grające i przychodzące.

Myślisz, że po tak spektakularnym spektaklu, wydarzeniu jakim są „Muszkieterowie” pojawią się dla Ciebie nowe propozycje w tym teatrze, we Wrocławiu?

WOJCIECH BRZEZIŃSKI: – Wierzę, że ta fantastyczna przygoda z Capitolem rozpoczęła się i będzie trwać.

Trzymam kciuki i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała | Sabina Misakiewicz

Zdjęcie | Teatr Ateneum / fot. Bartek Warzecha

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykuł„Odejście Głodomora” [ZAPOWIEDŹ]
Następny artykułDzielnice Wrocławia 58/2015
Pedagog, dziennikarz i animator kultury. Zakochana w teatrze. Jako reżyser postawiła pierwsze kroki, jednak wciąż uczy się chodzić. Swoimi tekstami dodaje teatralnym wydarzeniom emocjonalnego wymiaru i piękna.