- KARTKA Z KALENDARZA - 22 LIPCA -


- REKLAMA -

Nowy sezon teatralny w Teatrze Muzycznym Capitol zainauguruje spektakl „Blaszany bębenek”. Historia o chłopcu uwięzionym w maleńkim ciałku, o ząbkującym faszyzmie i magii może okazać się kolejną rewelacją sceny przy Piłsudskiego. O nowatorskim pomyśle na tę realizację z reżyserem Wojciechem Kościelniakiem rozmawia Sabina Misakiewicz. 

 



Sabina Misakiewicz: W „Blaszanym bębenku” łączy pan lalkę i musical. Zapowiada się bardzo ciekawe. Autorką pomysłu o lalce jest Agata Kucińska, proszę zdradzić, jak doszło do tego, że właśnie ta konkretna lalka pojawiła się w spektaklu? 

WOJCIECH KOŚCIELNIAK: – Najpierw ja odrobiłem swoją pracę domową pod tytułem: jakie są cechy Oscara Macerata, z których nie wolno mi zrezygnować? I właśnie jedną z tych cech jest jego wzrost. I tu zaczęły się dość poważne kłopoty w inscenizacji: bo albo wszystkich powiększamy, a jedną osobę zostawiam normalnego wzrostu, albo angażujemy dziecko, albo robimy to jakimś znakiem, który pewnie w teatrze czysto dramatycznym łatwiej by można było przełknąć, natomiast nie w teatrze muzycznym.  Wzrost dziewięćdziesięcioczterocentymetrowego Oskara ma duże znaczenie, więc zdecydowałem się na lalkę.  Liczyłem na początku, że to będzie  jedna marionetka, bądź szereg lalek. Kiedy spotkałem się z Agatą Kucińska ona nakierowała  mnie jednak na pewną spójność stylizacyjną. Przekonała mnie, żeby to była jedna lalka i wtedy dowiedziałam się o lalce, która nazywa się tintamareska.  Nie znałam wcześniej tej techniki. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem, jak ta lalka – Oskar wygląda, zachwyciłem się. W toku przygotowań oczywiście Agata pokazywała mi ten typ lalki, ale gdy zobaczyłem naszego Oskara na żywo, zobaczyłem jak Agata animuje Oscara, jak wyglądają maleńkie buciki, skarpetunie maleńkie, to okazało się to absolutnie było nieprawdopodobne. Mam wrażenie, że jest to znakomita warstwa, która będzie budowała spektakl. Będzie pozwalała nam w nieoczywisty sposób podążać za głównym bohaterem –  to raz, a dwa, że wzbogacimy spektakl muzyczny o nową technikę. Mam takie poczucie, że jeśli słucha się książek, które próbuje się przełożyć na scenę, czyta się je oczami bohatera, próbuje nadążyć za nim, to nowatorstwo często samo się pojawia.  Nowatorski pomysł wynika nie z tego, że chce mi się być szczególnie awangardowym, ale wynika z tego, że ten Oscar musi mieć dziewięćdziesiąt cztery centymetry i po prostu chcę żebyśmy zrobili to jak najlepiej. 

Sabina Misakiewicz: Efekt pracy zobaczymy w październiku. Zanim to nastąpi chciałabym jeszcze nawiązać do tego, co pan wcześniej powiedział, że czytał tę książkę oczami Oscara, jego wyobraźnią. Jak to się odbywało?  Czytał pan dziecięcym głosem na głos?

WOJCIECH KOŚCIELNIAK: – Nie do końca, bo na głos rzadko albo wcale nie czytam. Raczej obcuję z książką, kiedy ją czytam po prostu dla siebie. Najlepiej jednak odczuwam, gdy słucham. Blaszanego bębenka nie miałem na audiobooku, dlatego przeczytałem zwyczajnie. Próbowałem się wczuć w bohatera. Jak wiemy fabuła buduje się wkoło tego, że Oskar jest w domu psychiatrycznym, są lata pięćdziesiąte i bohater w formie wspomnień opisuje czytelnikowi to, co zdarzyło się kiedyś. Jego opowieść jest pisana w pierwszej osobie, to było duże ułatwienie podczas pracy przenoszenia tekstu na scenę. Przyglądając się tym opowiadaniom można rozumieć je dwojako, bo jest w nich bardzo dużo fantazjowania, które czasem trudno rozszyfrować. 

Sabina Misakiewicz: Chodzi o używanie magii przez Oskara? 

WOJCIECH KOŚCIELNIAK: – Tak, o jego rozbijanie szkła głosem. Możemy traktować  to absolutnie jako zdarzenie magiczne, które powstało w głowie Oscara, a możemy to traktować jako pewną projekcję zdarzeń mających rzeczywiście miejsce. Czyli to, że Oskar jako trzylatek rozwalał pięściami, kamieniami czy czymkolwiek się dało –  szyby. Oczywiście przy tym wrzeszczał, bo był głośnym dzieckiem, a w jego głowie ulokowało się to w ten sposób, że on je rozbił głosem. Jest na to dowód: kiedy Oskar przychodzi do kościoła i ma zamiar rozwalić witraże, które są bardzo wysoko, nie może tego zrobić. Komentuje to wtedy w ten sposób, że Jezus mu na to nie pozwolił. Natomiast w drugim akcie jest inna scena i zwróciłem na to uwagę – Oskar przystępuje do bandy dzieciaków i chciałby im zaprezentować, że głosem swoim rozwali wszystkie okna w fabryce czekolady znajdującej się w pobliżu, a w tym samym czasie nadleciały samoloty i zbombardowały fabrykę. I teraz możemy sobie myśleć, czy to on zrobił głosem, czy wybite szyby w fabryce były efektem bombardowania? Gunter Grass daje nam te tropy, żeby każdy mógł zdecydować, czy chce odczytać je jako zdarzenie magiczne, czy jako zdarzenie rzeczywiste, które Oskar sprytnie wykorzystał na swoją korzyść.  

Sabina Misakiewicz: Na ile on jest kłamcą, a na ile czarodziejem? 

WOJCIECH KOŚCIELNIAK: – To jest już do interpretacji widza. Nie będę w spektaklu demaskował Oscara. Chciałbym, żeby ta magia jednak pozostała, bo jeśli pokażemy, że on nie robi tego rzeczywiście, że nie ma mocy sprawczej w swoim głosie,  będziemy zawiedzeni. A to, co ma być metaforą przestanie nią być i całe to opowiadanie straci sens. 

 


Autorka: Sabina Misakiewicz

 

  • „Blaszany bębenek” w reż. Wojciecha Kościelniaka będzie miał premierę 6 października 2018 roku w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu. Za choreografię odpowiada Ewelina Adamska-Porczyk, za muzykę Mariusz Obijalski, a za scenografię i kostiumy Anna Chadaj.
  • W role główne wcielą się: Oskar – Agata Kucińska (Wrocławski Teatr Lalek) / Katarzyna Pietruska; Agnieszka – Agnieszka Oryńska-Lesicka / Alicja Kalinowska
    Matzerath – Artur Caturian / Maciej Maciejewski; Jan – Błażej Stencel (AT Warszawa) / Marcel Sabat (gościnnie); Anna – Justyna Szafran.
  • Spektakl grany będzie w dniach: 5-21.10.2018. Bilety w cenie: 30-180 zł dostępne w kasach i na stronie internetowej TM Capitol.