„Wsłuchuję się w bicie serca” [ROZMOWA Z KRZYSZTOFEM BOCZKOWSKIM]

Przed premierą niepublikowanego do tej  pory „Niewidzialnego chłopca” Tymoteusza Karpowicza w reżyserii Weroniki Szczawińskiej rozmawiamy z Krzysztofem Boczkowskim wcielającym się w jedną z ról.

*

Niebawem premiera „Niewidzialnego chłopca”. Kim jest Twój bohater?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – To jest postać doktora, kardiologa, który zostaje zaproszony na kolacje w gronie swoich bliskich znajomych. Ci znajomi to para, ojciec z matką. Tutaj nie ma więcej informacji, nazwisk i imion. I pomiędzy nimi jest temat, zdarzenie, zdarzenie polegające na tym, że dwójka dzieci tych państwa, do których ja przychodzę została pomyślnie zweryfikowana na studia… a mój syn nie.

Czyli jest konflikt interesów?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Jest konflikt interesów, a może to jest trochę grubo nazwane. W każdym razie on przychodzi na pewno z jakąś ukrytą intencją, z prośba czy z jakąś chęcią załatwienia tej sprawy w sposób pozytywny dla syna. Tu oczywiście jest dużo domysłów, ponieważ tego nie ma napisanego wprost. Jest rozmowa o tym synu, jest rozmowa o tym, że coś mu wypadło, oczywiście jest to rozmowa w kontekście strajków, tych wydarzeń marcowych i też jest informacja w której dowiadujemy się, że oni już wcześniej, ci państwo i ten doktor, załatwiali już podobną sprawę dla ich dzieci, kiedy przyjmowano na studia córkę i syna. Kim on jest poza tym, że jest doktorem medycyny, bo jest doktorem medycyny, który zajmuje się kardiologią. Wsłuchuje się w bicie serca, to jest niesamowicie istotne w tym przedstawieniu.

Dlaczego? Zdradź nam co nieco.

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Dlatego, że on wysłuchuje bicie serca niewidzialnego chłopca. Czym jest to bicie serca? Trzeba spróbować otworzyć tę metaforę człowieka, któremu bije serce, mimo tego, że odebrano mu, system mu odebrał, jakiś układ społeczny odebrał mu prawo do istnienia. Trochę na zasadzie zabrania paszportu. Skoro nie masz paszportu, to ciebie nie ma. Ale serce bije nadal.

Czy serce niewidzialnego chłopca bije do wydarzeń marcowych, czy jest to zupełnie inne bicie?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Myślę, że to jest kontekst wolności. Ono bije mu do wolności. Może nie tyle do wolności, co do uwalniania się spod jarzma wszelkiego ustrukturyzowania społecznego, wszelkiego schematyzmu, wszelkiego narzuconego przez coś, w tym wypadku przez jakąś władzę albo przez jakieś społeczeństwo, konkretnych reguł i ram, które nam wyznaczają poprzez drogowskazy, jak mamy się zachowywać, co mamy robić, kim mamy być. On mówi…

…on mówi?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Właściwie on nie mówi, my mówimy nim: Jest inna droga. Bez ram władzy, tak można to nazwać.

Jak się odnajdujesz w tej roli?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Super. Jest bardzo fajna.

Czy jest trudna?

KRZYSZTOF BOCZKOWSKI: – Na pewno. Zderzamy tutaj koncepcję Karpowicza i koncepcję teatru Weroniki, który jest teatrem bardzo wnikliwym, bardzo drążącym teatrem. I to jest wartość ogromna tego spektaklu, tego działania. Tak, że tutaj same ochy i achy z mojej strony, jeśli chodzi o tę pracę, o pracę z Weroniką. Zapraszam wszystkich bardzo serdecznie do Wrocławskiego Teatru Współczesnego na premierę „Niewidzialnego chłopca” Tymoteusza Karpowicza w reżyserii Weroniki Szczawińskiej.

Rozmawiała | Sabina Misakiewicz
Zdjęcie | Sabin Kluszczyński / wtw