- REKLAMA -

„Czarna Pantera” szturmem wdarła się do kin, szybko zyskując miano jednego z najlepszych obrazów Marvela, jednak mimo sukcesu nie udało się uniknąć pierwszych ofiar.

Wychodzi na to, że nikt się nie spodziewał, że „Czarna Pantera” osiągnie aż taki sukces. Wraz z ogłoszeniem piątkowego boxoffice w Stanach Zjednoczonych, stało się jasne, że wynik filmu przekroczył wszelkie oczekiwania. Obraz w dniu premiery zarobił 75,8 milionów dolarów. Spośród produkcji Marvela tylko „Avengersi” mogą pochwalić się lepszym wynikiem.

Prognozy na weekend zakładają 185,8 milionów dolarów, mówi się nawet o 213 milionach, ponieważ obecnie w Stanach Zjednoczonych trwa długi weekend – przed premierą zakładano, że weekendowy wynik filmu zamknie się w 100-120 milionach. Osiągnięcie takiego pułapu zapewni „Czarnej Panterze” najlepsze otwarcie lutego oraz najwyższe otwarcie w okresie poprzedzającym sezon letnich premier.

Znakomite wyniki nie powinny nikogo dziwić, ponieważ film na portalu rottentomatoes jest obecnie najlepiej ocenianą produkcją Marvela. Na chwilę obecną aż 97% recenzji wystawionych filmowi jest pozytywna. Dla porównania na drugim miejscu plasuje się pierwszy „Iron Man” (94%), a podium zamykają „Avengersi” (92%).

„Czarna Pantera” to trzeci film w karierze Ryana Cooglera. I co ciekawe, każdy z wyreżyserowanych przez Cooglera obrazów posiada ponad 90% pozytywnych recenzji na rottentomatoes, najgorzej poradziła sobie „Stacja Fruitvale”: zaledwie 94% pozytywów.

Chciałoby się rzec, że do pełni szczęścia potrzeba jeszcze tylko worka pełnego wszelkiego rodzaju filmowych nagród – najlepiej z szeregiem Oscarów na czele. Jednak w każdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu. Przysłowiowym dziegciem w tym przypadku są fani, którzy postanowili zaszkodzić wizerunkowi „Czarnej Pantery” publikując fałszywe informacje dotyczące domniemanych pobić białoskórych widzów, którzy postanowili wybrać się na seans. Napastnikami, jak nietrudno się domyślić, mieli być czarnoskórzy, którzy nie życzyli sobie obecności białych na sali.

Policja z Los Angeles poinformowała, że nie otrzymała zgłoszeń dotyczących aktów przemocy podczas seansów filmu. Ponadto część internatutów dopatrzyła się mistyfikacji w rzekomych dowodach opublikowanych na Tweeterze, wskazując, że zdjęcia stanowią nieudolne przeróbki lub wcale nie są powiązane z opisywanym zdarzeniem.

Najwidoczniej ktoś nieudolnie próbuje zaszkodzić obrazowi Cooglera lub po prostu postawić czarnoskórych w złym świetle.  Niebezpieczne zjawisko, które, gdyby udało mu się rozprzestrzenić, mogłoby zaszkodzić nie tylko „Czarnej Panterze”, ale także relacjom w środowisku filmowym. Wierzę, że w okresie „aferowym” nie jest trudno o kolejną sensację.

James Gunn, reżyser „Strażników Galaktyki”, podsumował całość takimi oto słowami:

„Rasiści atakują i wychylają swoje brzydkie głowy, tweetując fałszywe oskarżenia dotyczące przemocy podczas seansów „Czarnej Pantery”. Prawda jest taka, że ludzie ze wszystkich środowisk wspólnie cieszyli się tym filmem przez cały weekend. Nie pozwólcie, by te bzdury was wystraszyły.”

Prawda jest taka, że to nie kolor stanowi problem, a zawistni ludzie. Nie ma tutaj miejsca na odcienie i rasistowskie docinki, to dobry film, który z całą pewnością zasługuje na naszą uwagę.


Autor: Patryk Wolny