- REKLAMA -

Kevin Spacey, Mark Wahlberg i Michelle Williams, główni aktorzy dramatu, niechlubnej podróży od skandalu do skandalu, który mogły zakończyć dopiero wielkie pieniądze.

W minionym tygodniu było głośno o aktorach „Wszystkich pieniędzy świata”, którzy otrzymali różne gaże za udział w dogrywkach, które okazały się konieczne po tym, jak Ridley Scott usunął ze swojego filmu Kevina Spacey’a.

Abstrahując od tego, jak niedorzeczne jest usuwanie aktora z filmu, ponieważ zamieszany on był w nieudowodnione skandale, dużo ważniejszym wydaje się zaglądanie do czyjegoś portfela, a właśnie tak się w stało w przypadku Wahlberga.

Skandal ze Spacey’em dał początek innej aferze, a mianowicie wynegocjowanej (należy to podkreślić) stawce, którą mieli otrzymać aktorzy za dodatkowe dni spędzone na planie w związku z dokrętkami. Michelle Williams otrzymała za nie niespełna 1000 dolarów, wszystko dlatego, że sama zgodziła się zagrać za regulaminową stawkę dzienną (80 dolarów). Z drugiej strony Mark Wahlberg otrzymał 1,5 miliona dolarów. Widać ma dobrego agenta i niezłą kartę przetargową.

Gildia Aktorów przyglądała się sprawie, media komentowały. Ogólnie przedsiębiorczość (jak źle by to nie brzmiało) Wahlberga doprowadziła go do małego skandalu, w którym to on i jego agent są tymi złymi.

Zgodnie z rankingiem przygotowanym przez Forbsa, Mark Wahlberg był najlepiej zarabiającym aktorem w 2017 roku (68 milionów dolarów). Podejrzewam więc, że, na dobrą sprawę, półtora miliona specjalnej różnicy mu nie robi. Możliwe, że właśnie dlatego aktor zdecydował się przekazać całość tej kwoty na fundusz #TimesUp. Akcja ma na celu zapobiegać seksualnemu wykorzystywaniu kobiet oraz zapewnić im finansowe wsparcie.  

Po aferze z Kevinem wyglądałoby na to, że wszystko dobrze się skończyło, gdyby nie to, że atmosfera polityczna posłużyła jako mechanizm, który wpłynął na aktora i skłonił go do takiego, a nie innego gestu. W innych okolicznościach, bez obawy o napiętnowanie ze strony mediów, Mark zapewne przygarnąłby pieniądze i wydał nieco inaczej.

Gdyby spojrzeć na to z szerszej perspektywy, pełnej wszelakich dopowiedzeń, która zdaje się ostatnio modna w Hollywood i prasie, można by pokusić się o stwierdzenie, że Wahlberg mógł być szantażowany.

Pozbycie się pieniędzy nie naprawi świata. Mark to przełknie, Williams nic na tym nie zyska, a afery będą się jeszcze bardziej nakręcać. Pytanie więc, kto na tym zarobił?


Autor: Patryk Wolny