Można pokusić się o stwierdzenie, że nie wszystko, a wręcz przeciwnie, nic nie gra tak jak powinno. Jednak czy to uczciwa ocena? – pisze Patryk Wolny.

Początkowo myślałem, że ciężko będzie napisać choć kilka dobrych słów o fabularnym debiucie reżyserskim Agnieszki Glińskiej, znanej przecież z dobrych spektakli teatralnych. Zanim jeszcze przyszło mi obejrzeć film, natrafiłem w internecie na wiele nieprzychylnych opinii. Pominę fakt, że większość z nich została opublikowana bez wcześniejszego zapoznania się z obrazem, jednak to w pewien sposób pokazuje negatywne podejście do polskich produkcji.

Zwiastun nie zachwyca, zresztą nie tylko on. Największym problemem jest scenariusz, który prawdę powiedziawszy nawet ciężko streścić, by miało to jakikolwiek sens. Oto trzy kobiety: babcia (Stanisława Celińska), mama Roma (Kinga Preis) i Zosia (Eliza Rycembel), zbuntowana córka Romy. Niby różne, jednak takie same, walczą ze sobą, kłócą się, starając znaleźć wspólny język, próbując połączyć siły w walce ze złym Lisem (Antoni Pawlicki), który stara się odebrać im rodzinny dom. Gdzieś po drodze mamy historię znanego piłkarza Staszka (Sebastian Fabijański), który przez prawie cały film chodzi pijany, by ostatecznie zakochać się w Romie.

Nie brzmi dość niesamowicie? Cóż, dodam więc, że sceny, jak i same dialogi, są nijakie i połączone w sposób całkowicie niestrawny. Poszczególne wątki pojawiają się niczym króliki z kapelusza na wiejskich pokazach magii, i równie szybko znikają. Niestety, ale żadna z tylko kilku historii nie została ani w pełni rozwinięta, ani zakończona w sposób, dzięki któremu widz mógłby czuć satysfakcję płynącą z jej poznania. Zamysł był dobry, nawet bardzo, tylko coś zwyczajnie nie zagrało. Przez 90 minut siedzimy przed ekranem zastanawiając się, co tak naprawdę się dzieje.

W całej historii spodobał mi się pomysł na walkę wielkich, bogatych deweloperów z biednymi ludźmi, którym odbierze się wszystko co mają w imię zysku. Temat, na którym można było zbudować dobrą fabułę, jednak no cóż, nie zagrało i koniec, kropka.

Aktorzy nie mieli raczej pola do popisu, scenariusz, jak się zresztą można domyślić, został napisany w taki sposób, by narzucić każdej postaci jedną maskę. I tak trwają przy nich, ciągle pijany Staszek, wiecznie pogrążona w smutku i żalu Roma oraz inne postaci, które także niewiele mają do zaoferowania.

Teraz dochodzimy do momentu, w którym należałoby wspomnieć o tych lepszych, jaśniejszych stronach filmu. Bo i owszem, takie też się znalazły. #WszystkoGra może pochwalić się znakomitą ścieżką dźwiękową. Pomimo że poszczególne utwory nie zawsze były idealnie dopasowane do tego, co akurat działo się na ekranie, to dobre, znane polskie piosenki sprawiły, że na filmie (o dziwo) się nie nudziłem. Fabuła może i jest fatalna, jednak film oglądało się całkiem przyjemnie.

Na pochwałę zasługuje gra Elizy Rycembel. Dzięki talentowi wokalnemu, piosenki w jej wykonaniu słuchało się bardzo przyjemnie. Szczególnie polubiłem filmową Zosię i żałuję, że została ona w pewien sposób ograniczona przez scenariusz. Wierzę, że Rycembel byłaby wstanie wykreować naprawdę ciekawą i oryginalną postać. Sebastian Fabijański, któremu może i daleko do perfekcyjnej gry aktorskiej, lecz spisał się nad wyraz dobrze. Wykreowany przez niego Staszek, może i jest trochę sztywny, jednak wciąż robi dobre wrażenie. Zaskakująco na plus wypadają także sceny taneczno-śpiewane z jego udziałem.

Muszę także wspomnieć dwa słowa o zdjęciach, które wykonane zostały rzetelnie i wpływają pozytywnie na odbiór filmu. A jeśli już tak rozkładam #WszystkoGra na części pierwsze, dodam, że elementom tanecznym, całej choreografii niewiele można zarzucić. Niby tylko 90 minut, a tak wiele sprzeczności, jeśli idzie o wykonanie.

Reasumując, tak jak często szuka się dziur w całym, tak może i ja na siłę starałem się dostrzec jasne strony #WszystkoGra. Tylko że może nieraz właśnie tak trzeba, bowiem jeśli podejdziemy do seansu z negatywnym nastawieniem, znacznie trudniej będzie nam dostrzec jego pozytywne aspekty. Ja niestety byłem nastawiony raczej sceptycznie, jednak ostatecznie nie żałuję tych 90 minut. Widywałem w swoim życiu lepsze musicale, czy filmy jako takie, oczywiście, ale to wcale nie oznacza, że #WszystkoGra nie da się obejrzeć. Wręcz przeciwnie, myślę, że znajdą się ludzie, którym podobnie jak mi, mimo wad film ten się spodoba.

Autor | Patryk Wolny

  • Film obejrzałem dzięki uprzejmości Multikina