„Damskim okiem po wirażu” to cykl felietonów Agnieszki Chamioło, która w każdy wtorek będzie na łamach „Dzielnic Wrocławia” prawiła o speedwayu, zwanym w Polsce po prostu żużel. Wtorek to przecież jeśli chodzi o prasę… taki żużlowy dzień.

Zatracamy się w tym owczym pędzie bez opamiętania. Mijamy się, wpadamy na siebie nie hamując i biegniemy dalej w szaleńczym zaślepieniu. Coraz częściej i coraz bardziej potrzebujemy ideałów. Niekoniecznie tych „pędzących”. Potrzebujemy ideałów, które wzniosą się nad owczy pęd i pokażą nam, że nie wszystkie wartości przykrył już kurz.

Zdecydowanie jestem z tych żółwiowatych. Nie dla mnie scena i życiowe gnanie po kolejny łup, więc spokojnie obserwuję sobie tych, którzy biegną mijając mnie coraz prędzej. Wyprzedziło mnie już kilku takich co lądowali na murze przy ostrzejszym zakręcie, więc zupełnie mnie ten wir nie pociąga. I tak kiedyś tam dotrę.

Zachowam przy tym kilka wartości, które rodzice włożyli mi do głowy, a które zapamiętam na zawsze. Na pewno wpojono mi HONOR, a „słowo honoru” nie jest dla mnie pustym frazesem, tak jak dla wielu pędzących.

W takim pędzie gna też żużlowa ekstraliga, której przyglądam się z całkiem bliskiej odległości. Wielu tu pędzących na zatracenie. Choćby etatowy zabijaka Nicki Pedersen, który beztrosko omija polskie ekstraligowe ściganie, żeby beztrosko walczyć w cyklu GP o tytuł Mistrza Świata.

Wydaje się więc, że tak już się kręci żużlowa karuzela, że każdy walczy tylko o swój egoistyczny cel. Jednak są tacy, którzy nie pozwolą wątpić w życiowe prawdy.

W niedzielny wieczór Stadion Olimpijski rozbrzmiewał głośnym dopingiem za każdym razem kiedy on pojawiał się na torze. Nasz Hero. Mały, wrocławski Bohater – Woffinden.

12 dni po zabiegu zespolenia obojczyka. Dzień po gorzowskim Grand Prix, zmagając się z bólem walczył każdy punkt. Bo dał słowo, że jeśli GP to i pozostali wobec, których ma zobowiązania. To kibice, którzy za każdym razem podnosili się  z miejsc kiedy jechał. A więc jednak można. I nieważne, że uciekło tonącej Sparcie zwycięstwo i punkt bonusowy. Ważne, że Tai był z nami, że można było zdzierać gardło krzycząc jego nazwisko. Takich bohaterów nam potrzeba.

Bo wciąż chcemy wierzyć, że nie wszystko przykrył kurz…

 

Autor: Agnieszka Chamioło

 

O AUTORZE:

Agnieszka Chamioło – z powołania pracownik socjalny. Fanka organizowania społeczności lokalnych. W genotypie dostała miłość do żużla. Kolekcjonerka wspomnień. Wychodzi z założenia, że im więcej ludzi wokół tym piękniej. Czasem tylko ucieka do swojej skorupy. Tylko wtedy kiedy nie rozumie. Bo nie lubi nie rozumieć innych i siebie.