Kokietujemy bez opamiętania, a romansowe zawiłości dotyczą obojga płci. Kokietował wczoraj Marek Cieślak, zwany pierwszym polewaczkowym, któremu na tarnowskim owalu rozkraczyły się obie polewaczki. Do pomocy ściągnięto Straż Pożarną, która polała co popadnie. Tym razem padło na niektóre fragmenty tarnowskiego toru. Było nawet zabawnie.

Potem było już mniej śmiesznie, bo wiceszef Ekstraligi zapowiedział, że być może będą wyciągnięte konsekwencje od organizatora.

Zapewne w przededniu półfinału Drużynowych Mistrzostw Świata ktoś podniesie regulamin na klub Marka Cieślaka… Już to widzę.

Tak samo jak widzę odejście od żużla prezeski Rzeszowa, która po wczorajszej sromotnej porażce na zalanym torze w Tarnowie obwieściła, że rozpatruje odejście od czarnego sportu, bo nikt nie zrozumiał jej decyzji, kiedy jak lwica broniła swoich zawodników przed startem w Lesznie. A tak ogólnie to przecież Rzeszów zbudował pakę na Drużynowego Mistrza Polski, a tymczasem sadowi się w strefie spadkowej. No matematycznie to mają jeszcze szanse na wejście do fazy playoff, więc poczekam na potwierdzenie tej deklaracji z końcem sezonu.

Matematyka wkradła się również w spartańskie klimaty. Chłopcy zaczęli liczyć swoje zarobki, albo rozsypały im się chemiczne wyliczenia. Ljung z Jędrzejakiem walczyli z samymi sobą o jeden punkt, a wczoraj Ljung rzucał w Woffiego „łyżwą”. Koniec chemii? Ostra matematyka? Równanie sprowadza się do jednego. I jakby wierni kibice nie liczyli efekt może być jeden: lecimy.

Śpiewał Gawliński, że „lecę bo chcę”. Sparta lecieć nie chce. A jak się czasem wzniesie do lotu, to zaraz twardo ląduje na czterech literach. Może więc czas zakończyć żużlowy flirt, kokieterię, a zwyczajnie wziąć się do pracy?  A jeśli już się tak kokietujemy, niech to ma chociaż głębszy sens i stanie się zapowiedzią czegoś pięknego. Tak więc wciąż wierzę, że wrocławski romans z Ekstraligą potrwa nadal. Ljung z „Ogórem” i Woffiem to chwilowy kryzys.  I „byle się nigdy nie skończyło” jak onegdaj wyklaskał Rubik.

 

Autor: Agnieszka Chamioło

 

O AUTORZE:

Agnieszka Chamioło – z powołania pracownik socjalny. Fanka organizowania społeczności lokalnych. W genotypie dostała miłość do żużla. Kolekcjonerka wspomnień. Wychodzi z założenia, że im więcej ludzi wokół tym piękniej. Czasem tylko ucieka do swojej skorupy. Tylko wtedy kiedy nie rozumie. Bo nie lubi nie rozumieć innych i siebie.