Mam nadzieję, że w ciągu kilku lat zacznie owocować praca, którą wykonujemy z młodzieżą i to ona zacznie uzupełniać nasz pierwszy skład – takie słowa w wywiadzie dla serwisu Ekstraklasa.net wypowiedział Krzysztof Paluszek, dyrektor sportowy Śląska Wrocław. Patrząc na ostatnie sezony Śląska w ekstraklasie i brak wychowanków wchodzących do zespołu, ciężko mi uwierzyć, że niebawem ta sytuacja może ulec zmianie, a Tadeusz Socha jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Łatwiej wprowadza się nastolatków w zespołach, które o nic nie grają – na przykład w Widzewie. Kolejne bzdurne, pozbawione pokrycia w faktach stwierdzenie Paluszka, któremu zaprzecza choćby warszawska Legia, która każdego sezonu promuje młodych graczy, walcząc jednocześnie o tytuł. Ciężko jednak o to, aby poziom szkolenia młodzieży w Śląsku był coraz wyższy, kiedy klub nie posiada ani jednego własnego boiska, poza zdewastowanym pastwiskiem przy ul. Dmowskiego, na którym zdarza się, że „trenują” jednocześnie trzy zespoły podlegające pod WKS. Nieco lepiej mają młodzi piłkarze z utworzonej rok temu Akademii, którzy mają okazję uderzać piłkę po gładkiej murawie na obiekcie AWF. Szkoda tylko, że ich szkoleniem zajmują się tak „doświadczeni” w pracy z młodzieżą, zaprzyjaźnieni z władzami klubu Piotr Jawny czy Marek Kowalczyk.

Zespół, który tak bardzo chce w przyszłości opierać skład swojej drużyny na własnej młodzieży, lekką ręką wydaje mnóstwo pieniędzy na pensje żenująco słabych piłkarzy z zagranicy. Za roczną wypłatę Stevanovica, którego nota bene nie można krytykować w mediach, dałoby się wybudować na pewno jedno boisko. Pensja Paxiao poszłaby na drugie, a innego Kelemena na trzecie… Niestety, osoby decyzyjne w Śląsku myślą tylko o tym co tu i teraz. Zgarnąć prowizję, załatwić ze znajomym menedżerem transfer szrotu z zagranicy, a o szkolenie niech martwią się inni.

W obecnej kadrze pierwszego zespołu Śląska znajduje się kilku młodych zawodników, z których właściwie żaden nie ma szans na, nie tyle na regularną grę, co w ogóle debiut w lidze. Utalentowany napastnik Marcin Przybylski przegrywa rywalizację z Jakubem Więzikiem, u którego ani talentu, ani tym bardziej umiejętności nie uświadczymy. W kadrze są jeszcze Paweł Uliczny i Kamil Dankowski. Znając poziom polskiej ligi, jestem pewien, że – zwłaszcza ten drugi – nie byliby znacząco słabsi od swoich starszych kolegów, a na pewno imponowaliby czym innym. Każdy z tych młodych chłopców, wychowanków, w zamian za szansę zagrania na stadionie Śląska zostawiłby na boisku serce. Przeciwnie do kolejnych Spahiciów czy Diazów…
 
Autor: Piotr Gładczak