Ten z pierwszego meczu z Rudarem i drugiej połowy spotkania z Jagiellonią, czy raczej ten z rewanżu z Czarnogórcami i pierwszych 45 minut z zespołem Piotr Stokowca?

Tak już mamy, że uwielbiamy w Polsce popadać ze skrajności w skrajność. Ustawiać Śląsk Wrocław w jednym rzędzie z Legią Warszawa po pucharowym meczu z Rudarem i skazywać na rolę nieudaczników po dwóch kolejkach ligowych. Który Śląsk jest prawdziwy? Zapewne ani jeden, ani tym bardziej drugi.

Z całym szacunkiem, ale podopiecznych Stanislava Levy’ego od czołowych zespołów dzieli obecnie wysoki mur. Mur, którego na pewno dla rywali nie stanowi defensywa wrocławian, o której wzmocnienie głośno domaga się czeski szkoleniowiec. Wcale mu się nie dziwię, bo wystawianie zmęczonego po 15 minutach meczu z Jagiellonią Tadka Sochy jest wystarczająco dużym ryzykiem, a dodanie do niego przegrywającego niemal każdy pojedynek główkowy Mariusza Pawelca zwyczajnie grozi blamażem.

Niewiele lepiej wygląda sytuacja z przodu, gdzie poza umiejętnie ustawiającym się Marco Paixao jest pustka, zwłaszcza, kiedy niedysponowany Sebastian Mila nie może kreować gry zespołu przez 90 minut. Chyba nikt nie wierzył, że ściągnięty z albańskich boisk Sabino Plaku może zwojować naszą ligę. Niestety, nowy piłkarz nie jest w stanie wygrać pojedynku 1 na 1, nie mówiąc już o tym, że większość zagrywanych przez niego piłek, zamiast do przodu, kierowanych jest do tyłu. Tylko zagadką pozostanie dlaczego szansy nie otrzymają w takiej sytuacji młodzi piłkarze Śląska, którzy gorzej by nie zagrali, bo zwyczajniej się nie da. Tyle że śląskowego serducha na boisku byłoby więcej.

Śląsk na pewno nie jest aż tak słaby, aby nie znaleźć się w czołówce, ale też przy obecnym stanie posiadania nie ma szans nawiązać skutecznej walki o tytuł, do czego kibice we Wrocławiu zdążyli się już nieco przyzwyczaić. Pozostaje wiara, że podobnie jak w ostatnich latach, Śląsk wbrew wszystkim i wszystkiemu znajdzie złoty środek, aby wskoczyć na podium. Oby jednym ze sposobów okazało się stawianie na młodych wychowanków, a nie na zużytych „piłkarzy”, których męczy gra w upale.

 

Autor: Piotr Gładczak

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułTadeusz Socha: Mogliśmy lepiej zagrać w obronie
Następny artykułEkskluzywny bankiet kontaktów biznesowych PWP!
Żyjemy we Wrocławiu i patrzymy na świat z perspektywy naszego miasta. A Dzielnice są różne jak tylko różne mogą być. Nader często można odwiedzić nasze wrocławskie dzielnice kultury czy sportu, ze szczególnym uwzględnieniem teatru, filmu czy Śląska.