- REKLAMA -

Czwórka ludzi odpowiedzialna za jedne z najbardziej rozpoznawalnych kawałków muzyki elektronicznej born in Poland. Jeśli po tym zdaniu nie wiesz o kogo chodzi, to czym prędzej nadrabiaj zaległości z twórczości XXANAXX-u, a okazja jest tym lepsza, że wydali nowy album.

Gradient to dwupłytowe wydanie oferujące łącznie 14 utworów, z czego tylko jeden został napisany po angielsku. Dwa krążki obfitują w świetnie skomponowane, hipnotyzujące bity, które dopełnia melodia wokalu idealnie wpasowująca się w warstwę muzyczną.

Problem z tym albumem jest zasadniczo jeden. Przesłuchałem go pierwszy raz i nie zwróciłem uwagi na tekst. To już w pewien sposób o nim świadczy, gdyż jest to zbieranina naiwnej liryki, pełna prostych porównań i nawiązań, monotematyczna. Czy to przeszkadza jednak w odbiorze? Niekoniecznie, przecież wcześniej wskazałem, że nie zwróciłem na niego uwagi.

Czym zatem jest ten album? Zbiorem potupajów do klubu? Owszem. Zbiorem piosenek, które można włączyć w domu i po prostu czymś się zająć? Też. Pomimo hipnotyzmu warstwy muzycznej i melodyki wokalu nowy album XXANAXX-u nadmiernie nie angażuje, nie budzi mózgu do czynnego interpretowania. Sprawia to jednocześnie, że Gradient stanowi idealne tło, zarówno dla klubowej imprezy, jak i dla jakichkolwiek codziennych czynności. Czy warto zatem posłuchać tego albumu? Tak, pod warunkiem, że nie windujesz oczekiwań.


Autor: Patryk Rudnicki
Zdjęcie: okładka płyty, mat. pras.