- REKLAMA -

Aktorzy czytają „zakazane” lektury. Nowy kanon lektur w szkołach wykluczył wiele ważnych, dla literatury, nazwisk. Jest jednak sposób, by znów powrócić je do żywych.

Czym są zakazane lektury i jaki wpływ na młodzież będzie miało usunięcie niektórych pozycji z listy lektur? Na ratunek literaturze przychodzi Irek Grin, pomysłodawca cyklu Zakazane lektury.

Oczywiście te książki nie są zakazane w sensie dosłownym. Można je czytać, kupować, dyskutować o nich. Nazwa cyklu jest nieco prowokacyjna. Ma ona jednak uświadamiać, że zniknięcie wielu tytułów czy autorów z listy lektur w sytuacji, kiedy to właśnie szkoła od jakiegoś czasu jest najważniejszą i bardzo często jedyną przestrzenią, w której młodzież styka się z literaturą, może spowodować, iż uczeń nigdy już nie zetknie się z jakimś nazwiskiem czy tekstem, nigdy się o nim nie dowie. A konsekwencje tego będą równie opłakane, jak byłyby w przypadku, gdyby zakazano tych książek wprost. A może nawet bardziej, gdyż zakaz czytania czegoś może spowodować efekt odwrotny od zamierzonego. Natomiast „wyciszanie”, „wygaszanie”, przemilczanie są dzisiaj najlepszym sposobem usunięcia zjawiska z widnokręgu młodego człowieka. Warto również pamiętać, że usunięcie z listy lektur spowoduje również powolną śmierć rynkową wielu z tych tytułów. Jeśli nie będzie ich na liście lektur, wydawcy przestaną inwestować pieniądze w ich publikację –  tłumaczy Irek Grin.

W liceach zaproponowano nową listę lektur. Znikną z niej takie nazwiska jak m.in. Kundera, Conrad czy Schulz. Zamiast tego uczniowie jeszcze dogłębniej będę interpretować takie utwory jak Kwiatki Świętego Franciszka czy Rozmowa Mistrza Polikarpa ze Śmiercią.

Uczeń pozbawiony obowiązkowych lektur

– Boimy się, że tak pomyślany kanon narzuci młodym ludziom nieprawdziwą wizję historii czy wykorzysta literaturę jako narzędzie uprawiania polityki historycznej. Ograniczana jest najważniejsza w odbiorze literatury wrażliwość i niejednoznaczność w opisie świata – mówi Irek Grin. – Aktorzy, pisarze i dziennikarze (każde wydarzenie składa się z dwóch części: głośnego czytania i „lekcji” o autorze) – w ogromnej większości bardzo chętnie zgadzali się na propozycję czytania na żywo. Myślę, że znaczenie miało również to, co będziemy czytać. A nazwiska autorów – choćby te zaplanowane na najbliższe miesiące: Kapuściński, Lem, Gombrowicz, Conrad – otwierają wiele drzwi. To po prostu znakomici autorzy. Wielka szkoda, że zniknęli z listy lektur lub zostali na niej zmarginalizowani.

Każde wydarzenie będzie składało się z dwóch części. Pierwszej, czyli czytania na głos oraz drugiej, czyli krótka opowieść o autorze. Na pierwszy ogień, już 14 kwietnia, idzie Cesarz Ryszarda Kapuścińskiego. Czytać będzie Marcin Dorociński.

 

– Nie chcę myśleć o tym co się stanie, jeśli nie pozna się lub pozna w sposób powierzchowny i stereotypowy: Kapuścińskiego, Lema, Gałczyńskiego, Conrada, Gombrowicza, Singera, Marqueza, Kołakowskiego, Manna, Iwaszkiewicza, Schulza, Kafkę, Janion, Błońskiego czy wielu innych. To będzie oznaczało zmianę paradygmatu polskiego intelektualisty, nowego człowieka formowanego według sztucznie wykreowanego nowego modelu edukacji przez literaturę oraz zubożenie rozwoju ucznia i opóźnienie wkroczenia w dojrzałość – mówi pomysłodawca cyklu Zakazane lektury.

 

Zmiana na lepsze?

Wśród niemal 170 nazwisk autorów w nowym kanonie, znajduje się jedynie 15 kobiet. To niezbyt pocieszające, zwłaszcza teraz, kiedy kobiety coraz częściej protestują o swoje prawa. To jednak nie koniec zmian, możemy podejrzeć jeszcze takie zamienniki jak: Króla Edypa Sofoklesa na Mitologię cz. I Jana Parandowskiego. Do uzupełnienia zostaną przerzucone m.in. Jądro ciemności Josepha Conrada, Ludzie bezdomni Stefana Żeromskiego, Don Kichot Miguela Cervantesa czy opowiadania Brunona Schulza. Co to oznacza dla młodzieży szkolnej?

– Paradoksalnie istota problemu nie leży ani w usuniętych, ani w pozostawionych nazwiskach, tylko w tych dopisanych, a właściwie w ich liczbie. Nauczyciel, który miał do tej pory dziewięć tekstów obowiązkowych i cztery do wyboru, teraz tekstów, które musi omówić, ma czterdzieści dziewięć , plus jeszcze dwa do wyboru. A to będzie skutkować koniecznością czytania streszczeń, a nie całych utworów, przerabiania wielu tekstów czy zjawisk literackich powierzchownie, pracą „po łebkach”, byle zdążyć z programem. To znowu oznacza stereotypizację wielu zagadnień i spłycenie – by nie powiedzieć: wykastrowanie – wielu problemów, których rozumienie zawdzięczamy właśnie literaturze – mówi Grin. – Kiedy bodajże w 2006 roku ówczesny minister edukacji usunął „Ferdydurke” z listy lektur, cała Polska nagle zaczęła czytać „Ferdydurke”. Chciałbym, żeby i teraz tak było. Ale nie mam złudzeń. Dla naszej cywilizacji kilkanaście lat to całe wieki. Niemniej będziemy próbować przypominać o istnieniu tych autorów i ich wadze, i namawiać do czytania ich dzieł. Po to między innymi stworzyliśmy „Zakazane lektury”. I na razie sami przeczytamy je głośno wszystkim, którzy jeszcze wierzą, podobnie jak my, że literatura piękna może powstrzymać konsekwentne w ostatnich latach brzydnięcie świata.

Fani literatury ubolewają nad stratą takich tytułów z kanonu lektur. Jest jednak sposób, by takie książki nigdy nie zostały zapomniane. Na spotkaniach „Zakazane lektury” pojawią się dzieła, które każdy przynajmniej powinien kojarzyć. Pierwsze wydarzenie odbędzie się 14 kwietnia w godzinach 17:00 – 19:00, we Wrocławskim Centrum Kongresowym przy ul. Wystawowej 1. Gościem specjalnym będzie Marcin Dorociński. O twórczości autora porozmawiają: Irek Grin, Michał Nogaś i Jacek Hugo-Bader. Darmowe wejściówki do pobrania na stronie: https://www.ebilet.pl/teatr/pozostale/zakazane-lektury/


Autor: Adrianna Machalica
Zdjęcia: mat. organizatora