„Zakładnik z Wall Street” [RECENZJA]

Po seansie Zakładnika w głowie cały czas plątało mi się pytanie, jak film z tak oklepanym i jednocześnie (sytuacyjnie) złym morałem może być dobry?


A co gdyby tak zrobić film o tym, jak to źli bogaci ludzie okradają tych dobrych maluśkich z ich oszczędności życia. Film o gniewie wymierzonym w okrucieństwo świata wielkich pieniędzy, a także bezsilności jednostki w starciu z finansowymi molochami. Można mieć wrażenie, że Jodie Foster, stając za obiektywem kamery, właśnie taki film chciała zrealizować, jednak czy to dobrze?

Byliśmy już świadkami dziejowych przekrętów, katastrofalnych w skutkach decyzji. Oglądając świetne Chciwość, czy Big Short poznawaliśmy świat grubych ryb, które, jak źle by nie było, i tak utrzymywały się na szczycie drabinki pokarmowej. Za ich błędy płacili zwykli szarzy ludzie. I właśnie o takim z pozoru prostym, nic nie znaczącym człowieku jest Zakładnik z Wall Street. Historia jednej z setek oszukanych osób. Kyle Budwell (Jack O’Connell) chce po prostu zrozumieć, jak to się stało, że jego całe oszczędności z dnia na dzień tak po prostu wyparowały i to w wyniku drobnego błędu, którego nikt nie potrafi wytłumaczyć.

W zrozumieniu prawdy pomoże mu Lee Gates (George Clooney), prezenter popularnego programu Money Monster, na planie którego padły słowa, że wspomniana inwestycja jest pewniejsza niż lokata. Nie zrobi tego jednak z czystej życzliwości, jego motorem napędowym jest kamizelka wypchana materiałami wybuchowymi – prezent od uzbrojonego Budwella, który pojawił się w studio podczas nagrań.

Foster z głównego złego charakteru najpierw uczyniła błąd, nikomu nie znany komputerowy psikus, który w jednej chwili zgubił 800 milionów dolarów i nikt nie potrafi tego wyjaśnić, by chwilę później nadać mu ludzkie oblicze. Nie ma w tym oczywiście nic złego, jednak łącząc ze sobą poszczególne kropki można szybko dojść do wniosku, że to coś więcej niż tylko przyzwoite kino, to także chęć uświadomienia odbiorcy, że świat jest zły. I tutaj dochodzimy do najsłabszego ogniwa Zakładnika z Wall Street, chęci bycia czymś więcej niż filmem.

Sama fabuła trzyma poziom, stopniowo rosnące napięcie i drobne zwroty akcji sprawiają, że trudno się na tym filmie nudzić. Momentami, i owszem, jest przewidywalny, ma kilka niedociągnięć zwłaszcza w kwestiach związanych ze światem finansów, ale to elementy, które łatwo da się wybaczyć. Nawet gra aktorska z Clooney’em, który wygląda jakby się dobrze bawił, jednocześnie nie chcąc za bardzo wysilać nie odpycha – stoi na średnim poziom, ot taki autopilot. W kinie bawiłem się, choć przyznam, że oczekiwałem innego rodzaju zabawy, jednak ostatecznie nie jestem zawiedziony.

Na koniec dodam, że początkowo nie chciałem pisać o nowym dziele Foster, jednak ta walka z wiatrakami, którą zdaje się podejmować, atakując okrutny świat finansów, jakoś utkwiła mi w głowie. Wszystko chyba dlatego, że nie mam pewności, czy pani reżyser faktycznie chce zmieniać świat, czy może tylko tak wyszło… Bo przecież jak wytłumaczyć prostym ludziom co stało się z ich oszczędnościami, które zbierali przez lata, jak w ładne słowa ubrać sytuację, w której są okradani przez obrzydliwie bogate jednostki – cóż, możliwie, że po prostu się nie da.

Autor | Patryk Wolny