Zapraszam na czytanie performatywne pt. „Zakup z dostawą na miejsce” w reżyserii Marka Fiedora według nigdy wcześniej nie wystawianego tekstu Tymoteusza Karpowicza.

Po raz pierwszy prezentowaliśmy „Zakup…” w ramach Dni Patronów w październiku 2016 i postanowiliśmy włączyć ten tytuł do repertuaru właśnie w postaci czytania. Pierwsze pokazy przekonały nas, że decyzja była słuszna 🙂
Zachęcam do obejrzenia / posłuchania tej tragikomicznej opowieści – z nutą metafizyki – o tym, jak nieoczekiwane skutki może mieć wymiana mebli w przeciętnym mieszkaniu. Grają Zina Kerste, Tadeusz Ratuszniak oraz Maciej Kowalczyk i Krzysztof Zych.

Sztuka napisana w latach 1968 – 1970, publikowana w zbiorze „Dramaty zebrane” [1975], do tej pory na scenie nie wystawiana.

Pani Domu, podczas gdy Pan Domu przebywa w pracy, decyduje się na całkowitą wymianę starych mebli na nowe. W domu Państwa pojawia się Dostawca i dwaj Tragarze, by przeprowadzić tę dość radykalną, ale – jak się okazuje – możliwą do wykonania operację. Gdy jednak dochodzi do realizacji niecodziennego, trochę ekscentrycznego zamiaru, zaczynają pojawiać się komplikacje. U Karpowicza bowiem nic nie jest takie, jakie być powinno – przynajmniej gdyby o bytach i rzeczach sądzić z ich nazwy. Wnętrze mieszkania jest nie tylko architektoniczną przestrzenią, meble – przedmiotami użytku a Dostawca i Tragarze – pracownikami firmy handlowej. Realia życia przełomu lat 60-tych i 70-tych, przetworzone w surrealistycznym porządku, stają się tłem dla tragikomicznej opowieść o małżeńskiej zdradzie. Albo o zmaganiach głównej bohaterki ze sobą samą – jak kto woli. Do głosu dochodzą niespełnione pragnienia i głęboko skrywane pokusy tłumione do tej pory przez nudę i jałowość szarej codzienności. Stawką w tej grze jest życie w zgodzie ze sobą samą, na nowo odkryty, właściwy kształt swej tożsamości, zaś przeciwnikiem – dość nieoczekiwanie okazuje się – sumienie. Pani Domu wyznaje: „Przeżyłam coś bardzo pięknego i bardzo grzesznego zarazem. Zdawało mi się, że byłam sobą. To kazirodztwo, prawda?”
Czy jednak całkowite „przemeblowanie” wnętrza jest możliwe? Choć w pewnym momencie życia wydaje się być naturalne, wręcz konieczne. A może pojawienie się  nieoczekiwanego kochanka – Dostawcy to tylko rojenia znudzonej Pani Domu, której czas upływa na słuchaniu radia, odkurzaniu mieszkania i rozmowach z krzesłem? Jak w Piękności Dnia Bunuela – nie mamy pewności czy seksualnych doświadczeń bohaterka nie przeżywa tylko w wyobraźni. A może to sam pojawiający się w finale Pan Domu wciela się w postać zmysłowego Dostawcy, odgrywając  z własną żoną perwersyjny rytuał – jak w Kochanku Pintera? Z pewnością surrealistyczna, niczym nie skrępowana żonglerka tropami i znaczeniami bliższa jest Karpowiczowi niż mozolne konstruowanie scenicznego symbolu. I bliższa jest teatrowi.

Gramy 28 lutego [wtorek] oraz 1, 4 i 5 marca [środa, sobota, niedziela] na Małej Scenie WTW.