- REKLAMA -

Niemal 160 tysięcy złotych za pracę na eksponowanym stanowisku, 439 tysięcy na autorskich umowach o dzieło. Tyle według Najwyższej Izby Kontroli miał zarobić dyrektor Opery Wrocławskiej, Marcin Nałęcz-Niesiołowski. NIK stawia zarzuty o zawieranie umów z samym sobą, a dyrekcja Opery zaprzecza i sama wytyka nieprawidłowości w postępowaniu kontrolnym izby. 

Najwyższa Izba Kontroli bada wydatki Opery Wrocławskiej pod kątem spożytkowania przez nią państwowej dotacji za 2017 rok. Jej pierwsze ustalenia wywołały kontrowersje wokół działań dyrektora Opery, Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego. Według raportu NIK „dyrektor podpisał się po stronie przewidzianej dla wykonawcy przy użyciu pieczęci dyrektora”. W taki sposób opisywane są cztery przypadki zawierania umów o dzieło. Tym samym dyrektor zarobić miał w zeszłym roku prawie 600 tysięcy złotych, rzekomo podpisując umowy o dzieło z samym sobą.

Na zwołanej w piątek konferencji prasowej, Marcin Nałęcz-Niesiołowski przyznał, że na dwóch lub trzech umowach pojawiła się pieczątka dyrektora Opery Wrocławskiej, ale cały czas po stronie wykonawcy. Sytuację tą dyrekcja tłumaczy pomyłką ludzką, wynikającą ze zmian na stanowisku sekretarki i asystentki. Pracownica sekretariatu widząc parafkę dyrektora, nieopatrznie miała przystawić pieczątkę należącą do Nałęcz-Niesiołowskiego. Jednak dyrektor stanowczo zaprzecza stwierdzeniom, jakoby umowy te celowo zawierał sam ze sobą.

– Realizując zapisy umowy, raz na kwartał Opera Wrocławska uzyskuje pisemną zgodę Urzędu Marszałkowskiego wraz z wysokością honorarium (w tym wypadku 4 tysiące złotych brutto za spektakl) na zawarcie ze mną umowy o dzieło. Nie podpisuję tej umowy jako dyrektor instytucji, ale jako artysta-wykonawca. Nie podpisuję tych umów sam ze sobą, a z Operą Wrocławską reprezentowaną statutowo przez zastępcę dyrektora, pełnomocników oraz głównego księgowego – tłumaczy.

W mediach pojawiły się również doniesienia, że Marcin Nałęcz-Niesiołowski w zeszłym sezonie artystycznym dyrygował co trzecim spektaklem, jednocześnie zatrudniając kilkanaście osób na stanowisku dyrygenta. Te doniesienia również zostały skomentowane przez dyrektora.

– Opera zatrudnia na etacie (poza mną) dwóch dyrygentów. Dyrygenta-asystenta pana Adama Banaszaka i na częściowym etacie dyrygenta Tomasza Szreder. Opera nie zatrudnia na co dzień kilkunastu dyrygentów. Są oni zapraszani i zawierane są z nimi umowy o dzieło. Obecnie w całym sezonie Opera Wrocławska zatrudnia ponad stu artystów gościnnych, którzy pracują również na umowie o dzieło, tak jak i ja.

 

Dyrekcja zaprzecza doniesieniom i nazywa je „nieprawdziwymi”. Według Opery, wszelkie umowy między Dyrektorem a Operą Wrocławską na dodatkowe czynności o charakterze twórczym (kierownictwa muzyczne oraz dyrygowanie spektaklami) zawierane są zgodnie z kontraktem i wyłącznie po uzyskaniu pisemnej zgody Urzędu Marszałkowskiego. W oświadczeniu dyrekcja jako przykład podaje ostatnie pisma Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, w którym wyrażono zgodę na wykonywanie dodatkowych czynności artystycznych przez dyrektora Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego w charakterze dyrygenta spektakli, a także wyciąg z umowy określenia warunków organizacyjno-finansowych oraz programu działania Opery Wrocławskiej.

Jak podaje instytucja, kontrola rozpoczęła się na początku stycznia i trwała do  końca marca. Ostatecznie otrzymano wystąpienie pokontrolne, jednak nie przedstawiono go bezpośrednio kierownikowi jednostki, którym jest dyrektor opery. Według mecenasa, który zajmuje się reprezentowaniem interesów instytucji, biorąc pod uwagę fakt wadliwego doręczenia nie można uznać, że ta kontrola zakończyła się ostatecznym doręczeniem protokołu, a więc nie zakończyła się formalnie. Opera Wrocławska zarzuca również Najwyższej Izbie Kontroli  tendencyjność w ocenie wynagrodzenia dyrektora. Uważa ona, że NIK wydaje opinię o wygórowanej kwocie, nie robiąc wcześniej badań rynku.
Opera Wrocławska wystąpiła z zastrzeżeniami do tego dokumentu, jednak nie zostały one przyjęte przez NIK.

– Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła, że pełnomocnik dyrektora nie może podpisać tych zastrzeżeń. Dlatego wszystko oddaliła i stwierdziła, że nie możemy w żaden sposób odnieść się do protokołu kontroli – relacjonuje Nałęcz-Niesiołowski Zostałem poinformowany przez NIK, że najbliższe kroki będą związane z Regionalną Izbą Obrachunkową. Pismo poprzednie wskazywało, że informacje z protokołu Najwyższej Izby Kontroli zostaną przekazane do prokuratury. Jeśli tak się zdarzy, będzie to dla Opery i dla mnie jako dyrektora okazja, żeby w końcu przedstawić naszą argumentację i ukazać sposób, w jaki ten urząd kontroli zachowuje się względem instytucji i jednostek publicznych.

Rozbieżności między danymi prezentowanymi przez Najwyższą Izbę Kontroli a tymi, które podaje Opera Wrocławska są znaczące. Sprawą zainteresował się już Urząd Marszałkowski, który zapowiada własne kontrole.


Autor: Ola Sopuch
Zdjęcie: Ola Sopuch