Hala przy Krupniczej na niewiele zdała się wrocławskim Gwardzistom. Tym razem ulegli rywalom nawet przed własną publicznością. W starciu z MCKiSem Jaworzno zdołali wyrwać tylko jednego seta (1:3).

Przed spotkaniem to wrocławianie byli stawiani w roli faworytów. Atut własnej hali, w której nie przegrali od czterech kolejnych spotkań, miał im pomóc w zdobyciu kolejnych punktów. Niestety dzień przed meczem kontuzji stawu skokowego doznał środkowy Arkadiusz Olczyk, więc został wykluczony ze spotkania.

Gwardziści od początku źle weszli w ten mecz. Rywal rzucił swoje tempo gry, do którego siatkarze Piotra Lebiody nie umieli się dostosować. Goście szybko zbudowali sobie przewagę (6:1), a gospodarze mieli problemy ze skutecznością w ataku. Ważnym elementem gry obu zespołów była zagrywka, z tą różnicą, że jaworzanie zdobywali z niej punkty, a wrocławianie tracili. GWR zdołało nawet doprowadzić do wyrównania (17:17), jednak po zaciętej końcówce musiało uznać wyższość gości (24:26).

Drugi set również był bardzo wyrównany. Oba zespoły traciły punkty przez proste błędy, szwankowała szczególnie zagrywka. MCKiS jednak skutecznie powiększał swoją przewagę, którą zbudował na początku partii. Wrocławski zespół nie miał pomysłu, jak zaskoczyć rywala. Jedynym jasnym punktem wydawał się być Kamil Maruszczyk, który ciągnął grę swojego zespołu. Nie wystarczyło to jednak na rywala, który wygrał drugą część 25:20.

Gwardziści zerwali się, dopiero mając nóż na gardle. W trzecim secie poprawili swoją grę i choć na początku wynik oscylował wokół remisu, to wrocławianie zbudowali sobie małą przewagę (11:8). W grę gości wkradła się nerwowość, a to przełożyło się na proste błędy. W ekipie Piotra Lebiody ożył za to blok. Zryw Gwardii ukoronowany został zdobyciem seta (25:20) i pozostaniem w grze.

Poprzedni set tchnął we wrocławian nową siłę. Choć zdobyli trzy punkty z rzędu, rywale nie odpuszczali i po chwili znów był remis. Jaworzanie, po wyraźnym kryzysie, wrócili jednak do poziomy z pierwszych dwóch setów i nie pozwalali Gwardzistom na zbyt wiele. Zbudowali przewagę, co wyraźnie podłamało wrocławskich siatkarzy. Ostatecznie musieli oni uznać wyższość rywala, który wygrał czwartego seta 25:19. W całym meczu siatkarze GWR urwali tylko seta (1:3), przez co zostali bez zdobyczy punktowej. Była to ich druga porażka we własnej hali.

– W tym spotkaniu zabrakło nam prawie wszystkiego: koncentracji, wiary w to, że można wygrać. Do tego kontuzja Arka, która nie powinna mieć aż takiego znaczenia dla całego zespołu. Próbowaliśmy reagować na to, co działo się na boisku, ale niewiele potrafiliśmy zrobić. Przed nami trudny tydzień, ale tak naprawdę trudny będzie cały grudzień. Musimy się szybko podnieść po tej porażce – mówi Piotr Lebioda, trener Gwardii Wrocław.


KS Gwardia Wrocław – MCKiS Jaworzno 1:3 (24:26, 20:25, 25:20, 19:25)

Gwardia: Szymeczko (3), Naliwajko (1), Nowosielski (1), Maruszczyk (19), Superlak (13), Kaźmierczak (5), Dzikowicz (libero) oraz Lubaczewski (5), Sternik (2), Obrempalski, Lebioda (libero), Śnieżek (3).

MCKiS: Borończyk (17), Grzegolec (14), Pizuński (8), Schmidt (15), Pietras (6), Magnuszewski (2), Zieliński (libero) oraz Dębski, Gepfert (libero).

MVP spotkania: Jakub Grzegolec.


Autor: Oliwia Stasiak
Zdjęcie: Gwardia Wrocław